"Leczyła, żeby zarabiać, a nie pomagać chorym"
Kiedyś byłam dumna, że córka jest lekarzem, ale okazało się, że brała łapówki od pacjentów.
Fot. 123RF

"Leczyła, żeby zarabiać, a nie pomagać chorym"

"Byłam taka dumna, gdy córka skończyła medycynę. Myślałam, że będzie wrażliwym i uczciwym lekarzem. Myliłam się…"  Wiesława, 57 lat

Moja córka, Marzena, już w dzieciństwie marzyła, żeby zostać lekarką. Zabawkowym stetoskopem badała swoje lalki i misie, robiła im opatrunki i przyklejała plasterki. W liceum była wolontariuszką w hospicjum. Była bardzo wrażliwą dziewczyną i naprawdę chciała ratować ludzkie życie, leczyć chorych.

Człowiek na pierwszym miejscu

– Mamo, zrobiłabym wszystko, żeby pomóc tym chorym ludziom – opowiadała przejęta po powrocie z dyżuru. 
– Jestem z ciebie taka dumna – powiedziałam, gdy dostała się na medycynę. Przynosiłam jej kanapki i herbatę, bo nauki miała tyle, że brakowało czasu, aby coś zjeść. Po sześciu latach ciężkiej nauki Marzena dostała upragniony dyplom. Rozpoczęła staż w szpitalu w naszym mieście.
– Pamiętaj, córeczko, żebyś była zawsze dobrym, uczciwym lekarzem – tłumaczyłam jej. – W każdym pacjencie musisz dostrzec chorego człowieka, a nie tylko przypadek medyczny.
Cieszyłam się, gdy po dyżurach w szpitalu badała bezdomnych w noclegowni.
– Córeczko, dobrze cię wychowałam – mówiłam z dumą.
– Oj, mamo, znasz mnie, dla mnie każdy pacjent jest tak samo ważny, czy biedny, czy bogaty – odparła.
Rok później Marzena zdała egzamin lekarski i już miała pełne prawo wykonywania zawodu. Dostała etat w szpitalu i kilka dyżurów w prywatnej przychodni. Zaczęła specjalizację z okulistyki.
– Myślałam, że wybierzesz onkologię albo kardiologię – zdziwiłam się.
– Na okulistyce można dobrze zarobić, założę prywatny gabinet – odparła.
– A do noclegowni już nie chodzisz? – spytałam.
– Nie mam czasu, wzięłam dodatkowe dyżury w szpitalu – tłumaczyła. – Parę groszy wpadnie do kieszeni, młodzi lekarze tak marnie zarabiają, że każdy musi szukać innego źródła gotówki.

Małżeństwo lekarzy na dorobku

Wkrótce Marzena kupiła samochód i zaczęła się spotykać z Markiem, pediatrą.
– Lubi pan dzieci? – spytałam go kiedyś.
– Tak sobie – wzruszył ramionami. – Robię drugą specjalizację z alergologii, bo na tym można nieźle zarobić, teraz prawie wszystkie dzieci mają alergię.
Wkrótce Marzena i Marek pobrali się. Nie przepadałam za zięciem, ale miałam nadzieję, że Marzena będzie z nim szczęśliwa. Młodzi zamieszkali w wynajętym mieszkaniu i bardzo dużo pracowali i dokształcali się.
– Jesteście młodym małżeństwem, a wcale nie macie czasu dla siebie – martwiłam się. – Nic dziwnego, że jeszcze nie macie dzieci.
– To jest nasza sprawa, kiedy i czy w ogóle zostaniemy rodzicami – zięć spojrzał na mnie niechętnie.
– Jesteśmy młodzi, na dorobku, musimy zdobyć pozycję w zawodzie – tłumaczyła Marzena.
– Ale niedługo jedziemy na Majorkę, wreszcie pobędziemy trochę razem.
Cieszyłam się, że dobrze im się powodzi, ale szkoda mi było, że moja córka bardzo się zmieniła. Nigdy wcześniej tak jej nie zależało na pieniądzach. Kupili z Markiem działkę za miastem i zbudowali tam dom z pomieszczeniami na gabinety. Mieli drogie samochody i wyjeżdżali na urlop za granicę. Widziałam jednak, że są przemęczeni. Pracowali na kilka etatów.
– Martwię się, za dużo pracujecie – mówiłam.
– Musimy spłacać kredyt, ale teraz zarobimy na prywatnej praktyce, to się odkujemy – cieszyła się moja córka.
– A czy pieniądze są aż tak ważne? – zdziwiłam się. – Kiedyś byłaś taka skromna i wrażliwa, pomagałaś w hospicjum, leczyłaś bezdomnych, a teraz tylko liczysz, ile zarobiłaś! – upomniałam ją.
– Oj, mamo, kiedyś byłam młoda i pełna ideałów, ale życie mnie nauczyło, że przede wszystkim trzeba dbać o swoje. A zresztą, po to się uczyłam, żebym teraz mogła żyć na poziomie – tłumaczyła.– Jestem cenionym lekarzem, przeprowadzam operacje okulistyczne, powinnaś być dumna, zamiast narzekać – pouczała mnie.

Wielkie rozczarowanie

– Wiesz, moja przyjaciółka Teresa czeka na operację zaćmy i pytała, czy mogłabyś jej pomóc jakoś przyspieszyć termin w szpitalu? – spytałam.
– Niech przyjdzie do mnie na wizytę, zobaczymy, co da się zrobić – odparła.
– A ile kosztuje wizyta u ciebie? Bo wiesz, ona ma bardzo niską emeryturę, a może jakaś zniżka dla mojej przyjaciółki? – uśmiechnęłam się.
– Oj, mamo, co mi głowę zawracasz! Jak nie ma pieniędzy, to niech czeka jak wszyscy! – zdenerwowała się. – Ty masz dużo przyjaciółek i koleżanek, to co? Ja mam je za darmo leczyć, bo to twoje znajome?!
Bardzo mnie wtedy rozczarowała. Nie mogłam uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, co kiedyś. Ale miałam nadzieję, że ten pęd za kasą wkrótce jej minie, bo zaszła w ciążę.
– Marzenko, ja wam pomogę przy dziecku, jesteście oboje bardzo zapracowani – zapewniłam ją, gdy urodziła.
– Ale my już wybraliśmy opiekunkę dla naszego Ignasia – odezwał się zięć. – To będzie wykwalifikowana niania z agencji opiekunek.
– Ale dlaczego? Po co brać obcą osobę? Ja mam czas, jestem na emeryturze, uwielbiam małe dzieci, takie maleństwo potrzebuje ciepła, bliskości, przytulania, a wy ciągle w pracy – tłumaczyłam rozżalona.
– Niania jest osobą wykształconą, zna obce języki, różne zabawy stymulujące rozwój dziecka, to jest właściwa osoba do opieki, a nie zacofany moher – zięć patrzył na mnie z wyższością.
Było mi bardzo przykro. „Zięć nigdy mnie nie szanował, ale dlaczego córka nie stanęła w mojej obronie?”, myślałam przygnębiona. Po tamtej rozmowie ograniczyłam kontakty z młodymi. Dzwoniłam tylko, żeby zapytać, czy wnuczek jest zdrowy i jak się rozwija.

Łapówki i błędy lekarskie

 Pewnego ranka jak zawsze weszłam do sklepu po pieczywo i gazetę. Spojrzałam na stronę tytułową lokalnego tygodnika i zamarłam. Zobaczyłam zdjęcie Marzeny i tytuł artykułu: Znana okulistka oskarżona o branie łapówek i błędy w sztuce lekarskiej! Ekspedientka patrzyła na mnie z ciekawością. Wiedziała, że piszą o mojej córce, bo nieraz chwaliłam się na osiedlu, że wychowałam i wykształciłam lekarkę. Z drżącym sercem przeczytałam artykuł, a potem zadzwoniłam do Marzeny.
– Córciu, błagam cię, powiedz, że to nieprawda! – jęknęłam. – Jak mogą tak cię oczerniać?! Powinnaś oskarżyć redakcję o pomówienia!
– Nic się nie martw, mamo, mam dobrego adwokata, niczego mi nie udowodnią – odparła spokojnym tonem. – A ta nieudana operacja, to po prostu przypadek. Zresztą, byłam wtedy zmęczona, miałam kilka nocnych dyżurów.
– To po co tyle pracowałaś?! Zawsze ci było mało pieniędzy! – krzyczałam zapłakana. – A te łapówki to prawda?!
– Oj, mamo, na jakim ty świecie żyjesz? – odburknęła i rozłączyła się.
Zrozumiałam wtedy, że artykuł w gazecie jest prawdziwy, a moja córka nawet nie żałuje tego, że jest nieuczciwa.

Zasłużona kara

Zaczęły się prawdziwe kłopoty. Jakaś rodzina oskarżyła Marzenę, że źle przeprowadziła operację leczenia zeza u ich dziecka i chłopcu groziła utrata wzroku. Prokurator prowadził śledztwo w sprawie przyjmowania łapówek za wykonanie operacji. Dyrektor kliniki wysłał moją córkę na bezpłatny urlop do czasu wyjaśnienia sprawy. Widziałam, że Marzena martwi się i boi.
– I po co ci to było? – spytałam. – Przez tyle lat ci powtarzałam, że uczciwość i spokojne sumienie są ważniejsze od pieniędzy i kariery! Wstyd mi przed ludźmi, a kiedyś taka byłam z ciebie dumna!
– Miałaś rację mamo – przyznała. – Gdybym cię posłuchała, nie miałabym teraz kłopotów, przepraszam, że cię zawiodłam.
Marzena dostała wyrok w zawieszeniu i zakaz wykonywania zawodu przez pięć lat. Musiała także zapłacić wysokie odszkodowanie. Po zakończeniu sprawy w sądzie odszedł od niej Marek.
– Nie chcę mieć żony z wyrokiem, zepsułaś mi opinię u pacjentów – powiedział.
Moja córka była załamana. Wspólny dom wystawili na sprzedaż. Podzielili się pieniędzmi. Swoją część ze sprzedaży domu Marzena przeznaczyła na zapłatę odszkodowania i grzywny. Przeprowadziła się do mnie z Ignasiem. Znalazła pracę w salonie optycznym, a ja zajmuję się wnuczkiem. Dostała trudną lekcję życia. Myślę, że teraz będzie pracować uczciwie.

 

Czytaj więcej