"Niania zasugerowała, że nasz kot rozstraja nerwowo synka. Prawda była o wiele gorsza..."
Krzyś uspokajał się tylko przy naszej kotce
Fot. 123rf.com

"Niania zasugerowała, że nasz kot rozstraja nerwowo synka. Prawda była o wiele gorsza..."

Niania Krzysia nie znosiła kotów, a szczególnie Szpulki. Niestety, z wzajemnością. Kiedy zasugerowała, że kotka krzywdzi naszego synka, mąż postanowił zainstalować kamerę. Naszym oczom ukazał się przerażający kadr z pokoju... - Agata, 28 lata.

Na pierwszą rocznicę ślubu moje koleżanki dostawały od mężów biżuterię, kupony do kosmetyczki, kwiaty albo zaproszenie na elegancką kolację. Ja dostałam kotkę. Sławek podarował mi ją, bo wiedział, jak kocham te zwierzęta. Szpulka została członkiem rodziny i dostała bardzo odpowiedzialne zadanie: przynieść nam dużo szczęścia.

Teściowa chciała, abyśmy oddali Szpulkę

Śmialiśmy się, że kicia mocno się postarała, bo dwa lata później urodziłam naszego Krzysia. – Ale tego kota to chyba teraz oddacie, co? – rzuciła teściowa, która od czasu mojego powrotu z porodówki bywała u nas prawie codziennie. – Dlaczego? – zdziwiłam się. – Szpulka jest zdrowa i łagodna.

Mama Sławka zaczęła snuć opowieści o kotach, które zadusiły małe dzieci, kładąc im się na twarzyczkach, albo z pazurami rzucały się na niemowlęta. Tłumaczyłam jej, że Szpulka nigdy w życiu nikogo nie podrapała, a relacje o kotach dusicielach to tylko miejskie legendy. Sławek też uważał, że obecność zwierzątka dobrze wpływa na Krzysia, więc nie było mowy o oddaniu kotki.

Mieliśmy też inne problemy na głowie. Mąż zarabiał niewiele, a ja byłam zatrudniona na umowę śmieciową i nie miałam prawa do urlopu macierzyńskiego. Kiedy Krzyś miał pięć miesięcy, musiałam wrócić do pracy i zaczęliśmy szukać opiekunki. Zgłosiło się kilka pań. Bałam się, że popełnię błąd i oddam moje maleństwo pod opiekę niewłaściwej osobie, dlatego teściowa zaoferowała pomoc przy rozmowach z kandydatkami. Za jej namową zdecydowaliśmy się na panią Judytę.

– Będzie idealna – zapewniła teściowa. – Znam się na ludziach. Rzeczywiście, do nowej niani nie można było mieć zastrzeżeń. Kiedy dzwoniłam z pracy, zawsze albo była na spacerku z małym, albo właśnie karmiła go zupką, albo się z nim bawiła. – Krzysiu, mamunia dzwoni – szczebiotała w słuchawkę. – No, kochanie, powiedz „mama”.

Niania Krzysia nie znosiła Szpulki. Z wzajemnością

Był tylko jeden problem. Pani Judyta nie znosiła kotów, a szczególnie Szpulki. Niestety, z wzajemnością... Kotka na nią prychała i wodziła za nią ponurym wzrokiem. Rano, kiedy tylko pani Judyta wchodziła do domu, kocica dosłownie dostawała szału, biegając po przedpokoju, miaucząc gardłowo i prężąc ogon. – Sio, psssyk! – syczała niania nienawistnie. – O, idzie moje złotko! – W ciągu sekundy rozanielała się na widok Krzysia. – Chodź do niani, serduszko! No, moje śliczności, pójdziemy dzisiaj ajci? Pobawimy się świnką i króliczkiem?

Szczebiotała i huśtała go w ramionach, ale synek zawsze płakał, kiedy wychodziłam. Zmienił się, odkąd poszłam do pracy. Reagował histerycznym krzykiem, kiedy próbowaliśmy go karmić, i przestał siadać, chociaż już mu to ładnie wychodziło. Ciągle łapał infekcje i schudł. Jedynie w obecności kota się uspokajał.

Szpulka zawsze przybiegała zaalarmowana jego płaczem i od razu zaczynała się łasić, trącać go nosem, wpychać łepek pod ramię. – Pani Agato, pani powinna się pozbyć tego kota. On jest niebezpieczny! – poinformowała mnie pewnego razu niania. Serce mi zamarło. Czy Szpulka zrobiła coś dziecku? – Proszę! Widzi pani? – Zademonstrowała mi wierzch dłoni z dwiema czerwonymi kreskami. – Ten potwór mnie podrapał! A poza tym przyłapałam go, jak spał koło głowy Krzysia! Na pewno chciał wejść mu na twarz!

Te słowa dały mi do myślenia. Widziałam, że Szpulka nie znosi pani Judyty, ale co będzie, kiedy rozzłości ją Krzyś? Pociągnie za ogon albo wsadzi paluszek w oko? A to spanie razem? Czy powinnam pozwalać Szpulce wchodzić do łóżeczka dziecka? Do tej pory zawsze zwijała się w kłębek przy nóżkach małego, ale kto wie, co może strzelić jej do głowy? Nie wierzyłam w te bzdury o duszeniu niemowląt, ale zapragnęłam zobaczyć, jak nasza kotka śpi.

Martwiło mnie, że synek często chorował

Mój mąż, informatyk i gadżeciarz, wykorzystał sytuację, by wypróbować nową zabawkę. – Patrz, tu jest ukryta kamera. – Pokazał mi najnormalniejszy w świecie długopis. – Włożę to do kubka z pisakami i ustawię na półce naprzeciwko łóżka Krzysia. Cały zapis będzie szedł bezpośrednio na mój komputer. Przeglądaliśmy nagrania z kamery parę razy. Nie było tam nic niepokojącego. Kotka nocami leżała w nogach łóżka, a Krzyś spokojnie spał. Odetchnęliśmy z ulgą.

Większym problemem było to, że mały często chorował. Wychodziłam do pracy z coraz cięższym sercem, tym bardziej że poranne pożegnania zmieniły się w rytuał pełen krzyków Krzysia i miaukliwego zawodzenia Szpulki.

Pani Judyta zasugerowała, że to kot tak rozstraja nerwowo małego i najlepiej będzie zamykać go w łazience. Zdziwiłam się. W moim przekonaniu obecność Szpulki uspokajała synka, ale pani Judyta trwała przy swoim. – To się staje niemożliwe! – narzekała. – Co uśpię Krzysiunia, to ona mi go budzi! Dziecko się boi! Powinna pani zamykać tego kota, a najlepiej to go komuś oddać! Nie bardzo wiedziałam, czy w to wierzyć.

Zszokowani patrzyliśmy na nagranie z ukrytej kamery

Pani Judyta i Szpulka darzyły się szczerą nienawiścią. Kotka autentycznie warczała na opiekunkę, kiedy ta brała na ręce Krzysia. – Uważam, że Judyta po prostu coś jej robi, pewnie bije – skomentował to mąż. – Może i tak... Ale jeśli Szpulka faktycznie włazi na małego podczas snu? Myślisz, że to zmyśliła? Nagle przypomnieliśmy sobie o wciąż włączonej kamerce i podeszliśmy do komputera Sławka. – Śpią – mruknęłam, patrząc na nagranie z poprzedniej nocy. – Przewiń do rana. O, jest. Czekaj, co to... Co ona robi?! – Rany boskie...

Naszym oczom ukazał się kadr z pokoju: łóżeczko z siedzącym za szczebelkami zapłakanym Krzysiem, Szpulką tańczącą wokół niego, łaszącą się i próbującą go po kociemu pocieszyć i... panią Judytą wymachującą rękami, a potem ciskającą na podłogę wszystkie pluszaki naszego syna. Zszokowani patrzyliśmy na wściekłą, agresywną kobietę. Potem było gorzej.

Opiekunka przyniosła jedzenie i... owinęła Krzysia ceratą ze stołu. Złapała Szpulkę za grzbiet i cisnęła nią o podłogę. A potem zaczęła go karmić. Nasz syn był przerażony, odwracał główkę, a ta baba wciskała mu łyżeczkę w usta, cały czas krzycząc. Potem pani Judyta wyszła z pokoju.

Zwierzę było jedyną istotą, która pod naszą nieobecność opiekowała się synem

Synek zanosił się płaczem. Kilka sekund później do łóżka wskoczyła Szpulka i zaczęła się łasić do dziecka. Łkając, patrzyłam, jak kotka dotyka noskiem błyszczącego od łez policzka Krzysia, jak tuli się do niego, a na koniec pozwala się przytulić i nieruchomieje w objęciach już spokojnego dziecka.

– Trzy i pół godziny – powiedział głuchym głosem Sławek, przewijając nagranie do przodu. Przez tyle czasu jedynym towarzystwem Krzysia była kotka. Dziecko leżało samo, nieprzykryte, bez żadnych zabawek, a Szpulka ogrzewała je własnym ciałem, pozwalała się przytulać, ugniatać i wczepiać piąstki w futro. To zwierzę było jedyną istotą, która pod naszą nieobecność opiekowała się naszym synem!

– Co robisz? Dokąd idziesz? – zapytałam, kiedy mąż gwałtownie wstał od laptopa i sięgnął po kurtkę. – Porozmawiać z tą jędzą – wycedził. Sławek jest spokojnym, wręcz flegmatycznym facetem, ale to, co zobaczył na ekranie, wstrząsnęło nim. Nie wiem, co powiedział Judycie, ale chyba wybił jej z głowy karierę opiekunki.

Kotka próbowała pokazać nam prawdę

Następnego dnia zabrałam Krzysia do przychodni. Opowiedziałam lekarce, przez co synek przechodził w minionych miesiącach. Powiedziała mi, że trzeba będzie dużo pracować nad tym, żeby synkowi jedzenie nie kojarzyło się z traumą, przez którą dziecko schudło i miało problemy z odpornością.

Stres przyczynił się też do zahamowania rozwoju motorycznego. Pocieszyła mnie jednak, że wszystko to jest do odrobienia i jeśli tylko mały będzie przebywał w kochającym go otoczeniu, szybko zapomni o złych doświadczeniach. – I dobrze, że kot tam był – powiedziała. – Dziecko miało poczucie bezpieczeństwa. Proszę ich nie rozdzielać. Nie zamierzałam. Tak wiele zawdzięczałam mojej kotce!

Podziwiam jej niemal ludzkie odruchy, to, jak usiłowała nam pokazać, kim naprawdę jest opiekunka, jak broniła dziecka. Po kilku miesiącach spędzonych w domu znalazłam nową pracę, a z Krzysiem zostaje teraz babcia. Wiem, że kocha wnuka ponad wszystko i mały przy niej rozwija się wspaniale. Szpulka też zajmuje szczególnie miejsce w jej sercu, bo przecież uratowała nasze maleństwo.

Krzyś i kotka ostatnio troszkę przytyli. W przypadku synka bardzo mnie to cieszy, ale kicia? Teściowa okazuje jej widać wdzięczność na swój sposób: wątróbką, rybką... Niedawno Szpulka łasiła się o nogi teściowej, a ta wzięła ją na kolana, pogłaskała czule i powiedziała: – Wiesz, nigdy nie przypuszczałam, że koty to takie mądre zwierzęta! 

Czytaj więcej