Wiosną czas pozbyć się zmartwień i pesymizmu. Jak wrzucić na luz i wreszcie zacząć żyć?
Pozbądź się zmartwień i zacznij się cieszyć wiosną.
Fot. 123RF

Wiosną czas pozbyć się zmartwień i pesymizmu. Jak wrzucić na luz i wreszcie zacząć żyć?

Wiosną czas pozbyć się zmartwień, czarnych myśli, które niczemu nie służą, wyrzutów sumienia, które nikomu nie pomagają. Odetchnąć, wrzucić na luz i wreszcie zacząć żyć. Podpowiadamy, jak zacząć myśleć pozytywnie i stawiać sobie realne cele oraz jak, przestać się martwić i pozbyć się wyrzutów sumienia.

 

Pesymizm dopadł nas wszystkich. Czarne myśli, stres, obawa o przyszłość... Tak, są powody i wszyscy wiemy jakie. Ale to nie znaczy, że nic z tym nie da się zrobić. Da się, i to bez wielkiego wysiłku. Chodzi o zmianę sposobu myślenia i pozbycie się schematów, które paraliżują i zniechęcają do działania. Chodzi o to, żeby sobie nie dokładać wyrzutów sumienia i nieosiągalnych celów, „poluzować warkoczyki”, swobodnie odetchnąć. Warto właśnie teraz, wiosną. Spróbujesz?

Zamartwianie się na zapas – jest na to sposób

Zamartwianie się o wszystko, o rzeczy poważne i drobiazgi. A jeśli stracę pracę? A jeśli nie dam rady spłacić kredytu? A jeśli nie uda się załatwić sprawy w urzędzie? Te mroczne scenariusze tworzy nasz umysł, który ciągle jeszcze realizuje swoje pierwotne zadanie: przewidzieć najgorsze i przygotować się do tego, żeby przetrwać. To rodzaj systemu wczesnego ostrzegania. Tyle że ten system już nie działa, jest przesterowany. „Głupieje”, bo jest bombardowany gigantyczną ilością bodźców, sprawdzonych i niesprawdzonych informacji. To tak, jakby ciągle włączał się zepsuty alarm. Nawet jeśli zagrożenie będzie prawdziwe, i tak nie zareagujemy.

Możesz rozbroić ten alarm. Przypomnij sobie sytuacje, gdy spodziewałaś się, że sprawy wezmą zły obrót, ale nic takiego się nie wydarzyło albo konsekwencje ostatecznie nie były aż takie złe. Pomyśl też o złych zdarzeniach, których w ogóle nie przewidziałaś. Nie byłaś na nie przygotowana, a jednak wyszłaś obronną ręką. To najlepszy dowód, że możesz zaufać sobie i swojej umiejętności radzenia sobie z problemami wtedy, gdy się pojawią. Spróbuj więc nie zajmować się nimi na zapas. A kiedy w twojej głowie zaczną zbierać się czarne myśli, przywołaj te sytuacje.

41763707_s
Zamiast martwić się na zapas, lepiej cieszyć się z tego, co jest tu i teraz.
123RF

Pozbądź się niepotrzebnych wyrzutów sumienia

W stosunku do innych, ale też do siebie. Bo nie skończyłam studiów, bo nie sprzątnęłam kuchni, spóźniłam się na występ dziecka albo nie chciało mi się gadać z przyjaciółką. Każdy zna poczucie winy, ale my, kobiety, zwykle przeżywamy je o wiele bardziej niż mężczyźni. Zwłaszcza jeśli byłyśmy wychowywane na „grzeczne dziewczynki”, które zawsze muszą być „w porządku” i nie mają prawa nikogo zawieść.

Wyrzutami sumienia nikogo nie nakarmisz. Po co więc je pielęgnować? Jeśli możesz naprawić błąd, zrób to. Jeśli faktycznie kogoś zawiodłaś, przeproś. Ale się nie zadręczaj. Nie można cofnąć czasu i naprawić czegoś z przeszłości, tak jak nie można spotkać żywego dinozaura. Zamartwianie się tym nie ma sensu. Pomyśl o tym zawsze, gdy opadną cię wyrzuty z jakiegoś powodu. Nie zmienisz tego, co się stało, możesz jedynie wyciągnąć wnioski, wybaczyć sobie i skupić się na teraźniejszości, więc to zrób.

Powiedz "nie" stresowi na własne życzenie

Stres to normalna reakcja i z założenia nie jest zła – mobilizuje do działania. Gdy czeka cię trudne zadanie, stres stawia na baczność twoje szare komórki. Psychologowie taki stan nazywają eustresem. Zdarza się nam jednak coraz częściej, że się nakręcamy i przestajemy odróżniać realne bodźce stresowe od tych, które są tylko w naszych głowach. Wyolbrzymiamy drobne kłopoty, które urastają do rangi megaproblemów. Przestajemy sobie z nimi radzić – ile czasu można wytrzymać, stojąc na baczność? Pojawiają się gniew, frustracja, dopada nas lęk. Wtedy mamy do czynienia z paraliżującym dystresem

Spójrz na siebie z boku. Spróbuj czegoś, co w psychologii nazywa się defuzją poznawczą. Brzmi skomplikowanie, ale to narzędzie dostępne dla każdego. To zdystansowanie się, oddzielenie od myśli i uczuć, spojrzenie na nie z boku – jakbyś stanęła poza swoim umysłem. Z tej perspektywy możesz zobaczyć, co się w nim dzieje: że płyną tam potoki słów, wrażeń, opinii. I że to nie są fakty i realne zagrożenia, choć tak ci się wydaje, kiedy jesteś „w środku” i patrzysz na nie od wewnątrz.

77767927_m
Kiedy dopada Cię stres, zatrzymaj się na chwilę.
123RF

Jak to zrobić? Kiedy czujesz, że stres zaczyna cię zżerać, zatrzymaj się na moment. Oderwij się od tego, co robisz, usiądź w spokojnym miejscu, gdzie nikt nie będzie ci przeszkadzał. Zacznij zauważać swoje myśli. Wyłapuj zdania, poszczególne słowa, które przychodzą automatycznie, nieproszone. Przyjrzyj się, jakie uczucia im towarzyszą. Które z nich powodują ścisk żołądka? Może „nie dam rady” albo „masakra”? To słowa-dywersanci, nie pozwalają ci działać. Namierz je i spróbuj wyrzucić ze swojego słownika. Żeby zrozumieć, co się dzieje w twojej głowie, możesz też użyć metafory. Wyobraź sobie, że jesteś kierowcą autobusu. Za twoimi plecami pasażerowie, czyli twoje myśli, głośno się o coś kłócą, przekrzykują. Ty nie chcesz w tej kłótni uczestniczyć, puszczasz ją mimo uszu i skupiasz się na drodze przed tobą.

Ambitne, dołujące cele nie są dobre

Stawianie sobie wyzwań, udowadnianie, na co nas stać... Nie dla każdego to jest dobre. Za wysoko zawieszona poprzeczka nie motywuje, a podcina skrzydła. Zabiera nam też coś bardzo ważnego: poczucie sprawczości, przekonanie, że mamy wpływ na swoje życie – skoro nie udaje nam się to, co sami postanowiliśmy. Często zniechęcamy się na początku drogi. W psychologii ma to nawet swoją nazwę, jest to efekt „a do diabła z tym” („what the hell” effect). Do diabła z tym odchudzaniem, i tak się nie uda, więc zjem ciastko. Do diabła z tym porannym joggingiem, i tak maratonu nie przebiegnę, więc pośpię jeszcze godzinkę.

Trenuj ograniczanie ambicji. Ludzki umysł lubi jasne rozwiązania, działa zero-jedynkowo. Dla niego albo coś jest zrobione, albo nie. Albo byłaś na diecie i schudłaś 10 kg, albo nie. Jeśli nie ma sukcesu, to jest porażka. Dlatego żeby nie mieć wrażenia nieustannych porażek, zacznij stawiać sobie takie cele, o których wiesz na pewno, że są w twoim zasięgu. Te większe dziel na małe etapy. Przekonaj się, jak to działa, weź na warsztat jakiś najbardziej leniwy cel, jaki przyjdzie ci do głowy: ćwiczenie raz w tygodniu pół godziny albo ograniczenie węglowodanów w jednym posiłku dziennie. Kiedy go osiągniesz, zacznie ci się chcieć zrobić więcej. I o to chodzi.

 

Czytaj więcej