Paulina Gałązka: "Chciałabym zagrać kobietę podobną do mnie"
Paulina Gałązka
Fot. Agencja AKPA

Paulina Gałązka: "Chciałabym zagrać kobietę podobną do mnie"

Subtelna, spokojna, uważna – taka prywatnie jest Paulina Gałązka. Postaci, w które się wciela, bywają silne, bezkompromisowe. Dlatego marzy, by kiedyś dostać rolę osoby wrażliwej – jak ona.

Paulina Gałązka o udziale w "Tańcu z gwiazdami"

Jakie to uczucie wirować na parkiecie w tańcu, w świetle telewizyjnych kamer, w programie na żywo? Czy emocje, adrenalina są porównywalne z tymi, które towarzyszą Pani, gdy gra w spektaklu w teatrze przed żywą publicznością?

PAULINA GAŁĄZKA: Występowanie na scenie w teatrze przed żywą publicznością, choć dla mnie naturalne, wciąż jest też niezwykle ekscytujące. Tak jest nie tylko w przypadku premier, ale każdego spektaklu, w którym gram – i nie ma znaczenia, czy jest to piąty, pięćdziesiąty czy setny raz. Ale muszę przyznać, że chyba takiej adrenaliny, jaką wyzwala we mnie występ na żywo w telewizyjnym show „Taniec z Gwiazdami”, nie miałam jeszcze okazji poczuć (śmiech). Oczywiście ta adrenalina niesamowicie mnie mobilizuje, motywuje. To jest cudowne uczucie! Sam taniec jest dla mnie wspaniały – i jako forma sztuki wizualnej, i jako forma ruchu, w który wprawiam swoje ciało. Daje mi on ogromnie dużo radości, satysfakcji i – mam nadzieję, że ten stan będzie trwał jak najdłużej (śmiech). Naprawdę świetnie się bawię.

Czy werdykty jurorów też Panią mobilizują?

Oczywiście, uwagi są słuszne – bardzo mi pomagają. Dzięki nim staram się nie popełniać tych samych błędów. Ogromnie wspierający, wyrozumiały jest też mój taneczny partner – Michał Bartkiewicz. I choć traktuję udział w programie jak zabawę, to weszłam w tę konwencję całą sobą. Zresztą, mam tak od dziecka, że kiedy podejmuję się jakiegokolwiek zadania, wyzwania, zawsze daję z siebie wszystko, robię to na sto procent – także, gdy jest to zabawa.

Emocje po występie pewnie długo Panią „trzymają” i nie pozwalają zasnąć…

Zmęczenie fizyczne i wysiłek psychiczny są tak duże, że po powrocie do domu momentalnie się wyłączam i… dosłownie padam z nóg.

Czy po całym tygodniu treningów i niedzielnym wieczorze jest jakaś nagroda, którą Pani sama sobie funduje – jakiś system motywacyjny?

Taką nagrodą jest wizyta u fizjoterapeuty i masaż – nie ma nic lepszego dla mojego ciała.

Chodziła Pani kiedyś na kurs tańca? Czy ma Pani taneczne umiejętności, doświadczenia?

Nie, właśnie nie mam takich doświadczeń, może… poza zajęciami w szkole aktorskiej, ale zarówno z tańca, jak i z rytmiki miałam wtedy ocenę dostateczną, więc… bez większych sukcesów (śmiech).

A poza parkietem „Tańca z Gwiazdami”… chętnie Pani tańczy? Jaki taniec jest Pani ulubionym?

Często tańczę w domu. To dla mnie doskonały sposób, by się rozruszać, dodać sobie energii, pobudzić się do życia – na przykład kiedy pogoda za oknem nie nastraja. Ale to zdecydowanie taniec intuicyjny, taki mój, nie jest wyuczony, nie jest ocenzurowany, i nie jest… matematyczny – jak choćby walc, który, jest piękny, ale dla mnie to choreografia bardzo uporządkowana, precyzyjna, wymagająca dyscypliny.

Kiedy ma Pani czas dla siebie – między treningami a „gorącymi” weekendami, nagraniami czy zdjęciami – co Panią najbardziej pochłania, zajmuje?

Tegoroczna wiosna jest tak intensywna, że mój czas wypełnia głównie praca. Wszystko inne musi chwilę pozostać w zawieszeniu, poczekać… Oczywiście mam z tego powodu czasem wyrzuty sumienia, ale… takie jest życie. Moi bliscy to wiedzą, rozumieją, wspierają mnie… Takie sytuacje nie są ani dla mnie, ani dla nich czymś nowym, zaskakującym. Gdy mam zdjęcia do filmu czy serialu, też ograniczam wtedy inne aktywności. Zawsze jednak wiem, że każdy intensywny projekt kiedyś się kończy i wszystko postaram się, zdążę nadrobić. Na pewno teraz, kiedy tylko mogę, szukam kompromisów i okazji, by spotykać się z rodziną, przyjaciółmi. Obowiązkowo, codziennie, bez względu na ilość zobowiązań w grafiku, i bez względu na pogodę, wychodzę na długi spacer z moim schroniskowym kundelkiem do pobliskiego parku, gdzie mogę pobyć z własnymi myślami, poobserwować przyrodę, ludzi, cieszyć się wolną chwilą.

Paulina Gałązka przeprowadziła się z mężem z Norwegii do Polski

Przez wiele lat wiodła Pani życie między Polską a Norwegią, z której pochodzi Pani mąż. To dopiero wymagało od Pani świetnej organizacji…

Tak, jakiś czas temu rzeczywiście często podróżowałam. Wtedy bardzo mi się to podobało, ale z czasem – choć ta odległość nie jest aż tak uciążliwa, wymagająca – ten tryb życia mnie zmęczył. Poza tym w Polsce otrzymywałam interesujące oferty pracy, w Norwegii grałam epizody. Dlatego powrót był naturalnym, kolejnym etapem życiowej drogi – dziś mieszkamy w Polsce.

Polubiła Pani mentalność Norwegów?

Bardzo! Każdy tam okazuje sobie ogromny szacunek, ludzie są dla siebie życzliwi, to społeczeństwo obywatelskie. Norwegia jest jednym z najbardziej demokratycznych państw świata. Podziwiam, jak ten kraj funkcjonuje – nie jest skorumpowany, nie ma nepotyzmu, wszystko jest transparentne.

Rozłąka z rodziną była dla Pani dużym problemem?

Zupełnie tego nie odczuwałam – dziś cała Europa, świat są jak na wyciągnięcie ręki, także dzięki nowoczesnym technologiom, które ułatwiają kontakt.

Paulina Gałązka czule o relacji z Mamą: "Sama wychowywała mnie i moją siostrę"

Bardzo zżyta jest Pani z mamą… Wkrótce Dzień Matki i gdyby właśnie z tej okazji miała Pani powiedzieć, za co jest wdzięczna swojej mamie…

Mama jest cudowną osobą, dla mnie to bohaterka. Sama wychowywała mnie i moją siostrę. To najuczciwsza osoba, jaką znam, niezwykle empatyczna. Mam wobec mamy ogromny szacunek, jestem wdzięczna za jej bezgraniczną miłość, poświęcenie, za to, czego mnie nauczyła w życiu, jak mnie wspierała. Niedawno mama przeszła na emeryturę. Cieszę się, że ma teraz więcej czasu dla siebie, że może odpoczywać i robić to, na co tylko ma ochotę.

Mama na pewno jest bardzo dumna z tak utalentowanej córki i trzyma mocno kciuki za Pani karierę, która wspaniale się rozwija – właśnie można Panią oglądać w kolejnej, zupełnie nowej, serialowej odsłonie…

Tak, w marcu w TVP rozpoczęła się emisja serialu „Wojna zastępcza”. Gram Nastię – rosyjską agentkę specjalną. Jest tajemnica, wątek szpiegowski i dużo emocji, które czekają na widzów. Bardzo się cieszę, że mam przyjemność występować w tej produkcji i grać postać skomplikowaną, niejednoznaczną. Sporo się dzięki niej nauczyłam… Musiałam podszkolić język rosyjski, odświeżyć umiejętność jazdy na motorze – a to była dość trudna do opanowania stara maszyna, która odpalała na kopniaka, musiałam też nauczyć się strzelać z broni snajperskiej. Przyznam, że od czasu do czasu lubię chodzić na strzelnicę, to mnie relaksuje, pozwala rozładować stres, napięcie, więc na planie miałam już pewne osobiste doświadczenie. Bardzo ważnym kursem, jaki zaliczyłam, by wiarygodnie zagrać postać Nastii, było także… duszenie i łamanie karku (śmiech).

Paulina Gałązka: "Marzy mi się rola kobiety choć trochę podobnej do mnie"

Powiedziała Pani kiedyś: „Nie mam szczęścia grać bohaterek podobnych do mnie”…

To prawda... Marzy mi się rola kobiety choć trochę podobnej do mnie – delikatnej, odkrywającej swoje wnętrze. Być może właśnie jestem na takim etapie życia, że ta potrzeba jest we mnie tak wyraźna, tak silna. Chciałabym zmierzyć się z kruchą, złożoną, wielowymiarową postacią, która ze swoich słabości czyni siłę.

Może właśnie cząstkę tego pragnienia spełniła bohaterka filmowej produkcji „To się nie dzieje” w reżyserii Artura Wyrzykowskiego, która w marcu weszła na ekrany?

To kino dające wiele do myślenia – troje bohaterów uwikłanych w trudne sytuacje, relacje i każdy musi zrewidować je względem siebie. Ale… tak, to była bardzo interesująca dla mnie rola, ciekawa postać, która, wydaje mi się, że z tej życiowej próby, wyszła najlepiej ze wszystkich.

Paulina Gałązka: "Cieszę się, że mam z kim dzielić i trudne, i radosne chwile"

Wiem, że aby się „nie spalać”, medytuje Pani, wycisza się. Czy to stała część Pani codziennych praktyk?

Tak, niezbędna, by zachować spokój, by po przebodźcowaniu pracą, obowiązkami, wrócić do równowagi. Najprostsze, co robię – wkładam słuchawki i słucham białego szumu, szumu morza, natury. Bardzo dużo czytam – książki to mój sposób na wyciszenie. Praktykuję też jogę, wykonuję ćwiczenia metodą doktora Aleksandra Lowena, które pomagają mieć lepszy kontakt z ciałem, ze sobą.

Wspominała Pani w wywiadach, że psychoterapia pomogła Pani zrozumieć siebie, świat, wyznaczać granice – to inwestycja w siebie.

Jak najbardziej – to narzędzie do higieny mentalnej, które między innymi pozwala zadbać o to, co jest dla mnie w życiu największym szczęściem, czyli o relacje. W codziennym życiu, które pędzi, łatwo to zatracić, poczuć się przeciążonym, wiele bodźców może nas przytłaczać, a psychoterapia to dla mnie wentyl, który pomaga się uspokoić, wyważyć właściwe proporcje, nauczyć się nie przenosić emocji z pracy do domu.

Lubię mieć stabilne życie – to Pani słowa. Jak osiągnęła Pani satysfakcjonujący poziom życiowej stabilizacji?

Przede wszystkim, inwestując w relacje. Cieszę się, że mam z kim dzielić i trudne, i radosne chwile. To daje ulgę, spokój. Utrzymuję serdeczne kontakty z rodziną, z bliskimi osobami, które są obok mnie od lat, z przyjaciółmi jeszcze z czasów liceum.

Czy w zachowaniu wewnętrznej harmonii, ale też świetnej kondycji i sylwetki pomaga Pani jakaś specjalna dieta?

Tu Panią zaskoczę… Jem wszystko, niczego, co lubię, nie muszę sobie odmawiać. A w chłodny poranek największą ochotę mam na rozgrzewające śniadanie, czyli… kaszankę na ciepło. Jedyne z czego zrezygnowałam to cukier – w każdej postaci. Nie pijam też kawy, bo zwyczajnie mi nie służy.

Czego życzyłaby sobie Pani na najbliższe dni, wiosenne tygodnie?

Marzę o dobrej kondycji fizycznej – aby nie przytrafiła mi się żadna kontuzja (śmiech). Pomogłaby też piękna pogoda i dużo słońca. A kiedy wybiegam myślami w niedaleką przyszłość… chciałabym, choć na kilka dni, pojechać na Sycylię, w której zakochałam się w ubiegłym roku, kiedy byłam tam na wakacjach. Przydałoby się odpocząć, złapać oddech, zmienić na chwilę otoczenie. Natomiast wszystkim Czytelniczkom życzę pięknej wiosny, także w sercach – inspirujących spotkań ze sobą i z fantastycznymi ludźmi, których mają wokół siebie.

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym magazynie Olivia.

Czytaj więcej