"Byłam zachwycona Piotrem, dopóki nie usłyszałam, co o nim mówi jego była żona"
Piotr bardzo mi się podobał. Do czasu aż... poznałam jego byłą żonę.
Fot. 123RF

"Byłam zachwycona Piotrem, dopóki nie usłyszałam, co o nim mówi jego była żona"

"Piotr ujął mnie już na pierwszym spotkaniu. Emanował ciepłem, był wesoły i opiekuńczy. Jednak pewnego dnia poznałam jego byłą żonę i zobaczyłam w nim kogoś zupełnie innego... Nie mogłam się otrząsnąć!" Magda, 43 lata

 

 

–To jak, przyjdziesz z tym swoim? – głos Sabiny stał się kokieteryjny, czułam, że próbuje mnie podpuścić. – Może wreszcie przedstawisz przyjaciółce swoje szczęście? – nalegała.
– Nieee, no przecież mówiłam ci, że ten weekend spędza z dziećmi – odpowiedziałam szybko i westchnęłam. – Przyjdzie jeszcze czas na oficjalne prezentacje. Na razie to my się jeszcze dobrze nie poznaliśmy... – tłumaczyłam.
– Oj, weź przestań! Ile wy się już spotykacie? – przerwała mi Sabinka i fuknęła. – Dwa miesiące? Trzy? I jeszcze się nie poznaliście? Magda! Świat przyspieszył! Nie ma już czasu na roczne randki ze swatkami, trzeba działać! Życie ucieka! „Tak, tak...”, przewróciłam oczami, czego przyjaciółka na szczęście nie zobaczyła. Potem zapewniłam ją, że przyjadę na jej czterdzieste urodziny, będę się dobrze bawić i przywiozę jej jakiś obsceniczny prezent.

Nie każdy ma szczęście 

Sabina była nieznośna. Sama żyła w szczęśliwym związku od zawsze. Jej Tadek świata poza nią nie widział, miała dom, dwójkę fajnych dzieci i pracę, którą lubiła. Brakowało jej jednak chyba wrażeń, bo od mojego rozwodu dwa lata temu wciąż mnie podjudzała, żebym umawiała się na randki i potem wypytywała mnie o szczegóły każdego spotkania. Z początku chętnie umawiałam się z przygodnymi mężczyznami. Miałam ochotę po zdradzie męża poczuć się znowu kobietą i zachowywałam się nieco... nierozsądnie. Z czasem jednak znudziły mnie te spotkania o oczywistym scenariuszu. Kolacja, rozmowy o niczym, wzajemne ocenianie się i w końcu rozczarowanie, że znowu nie trafiło się na kogoś wyjątkowego...

Uroczy brodacz

Z Piotrem było jednak inaczej. Od razu zaiskrzyło. Po prostu świetnie nam się rozmawiało. Jakbym go znała od lat! Był uroczy, choć z wyglądu kompletnie nie w moim typie. Dowcipny, nie narzucający się, przyjaźnie nastawiony do świata. Jego oczy... Było w nich coś dobrego, wesołego. Ujął mnie całym sobą. Od razu opowiedział mi swoją historię. Był, jak ja, rozwodnikiem, miał dwójkę dzieci. To jego żona zdecydowała, że chce się z nim rozstać. Nie mówił za dużo o swojej przeszłości, ale wywnioskowałam, że strasznie przeżył rozwód i życie zawaliło mu się na głowę. Kompletnie nie był przygotowany na taki scenariusz.
Piotr był ode mnie starszy o dwa lata, nie ubierał się w stylu, który lubiłam, miał sporą nadwagę i brodę, która łaskotała mnie, gdy się przytulaliśmy. Słowem, kompletnie nie mój typ. A jednak... Ujął mnie. Widywaliśmy się już trzy miesiące. Czułam się przy nim dobrze, bezpiecznie i wyjątkowo. Tylko że nie miałam ochoty nikomu o nim opowiadać, jakbym bała się, że coś zapeszę. Albo odczaruję coś, w co chciałam coraz bardziej wierzyć. Że może tym razem mi się uda...

Przy winie na urodzinach...

Na urodziny Sabiny szłam niechętnie. Nie chciało mi się z nikim rozmawiać, a tym bardziej udawać wesołą i szczęśliwą w towarzystwie znajomych mojej przyjaciółki. Szczerze mówiąc, wolałabym poleżeć sobie pod kocem i obejrzeć jakiś film. Ale to była okrągła rocznica. Sabinka planowała ją już długo i wyglądało na to, że zaprosiła sporo gości.
– To moja przyjaciółka, Magda! – przedstawiała mnie ludziom, którzy siedzieli przy kolorowym, pełnym pyszności, stole. – Znamy się od wieków!
Większość zaproszonych było z jej pracy. Niektórych znałam z widzenia albo ze zdjęć. Sabina nie robiła dotąd wspólnych imprez, na których mogłabym ich poznać bliżej. To był pierwszy raz. Ze zdziwieniem, po dłuższej chwili, stwierdziłam, że wokół stołu siedzą prawie same kobiety. Po krótkiej wymianie zdań wywnioskowałam, że niemal wszystkie te samotne są rozwódkami, jak ja... Początkowo rozmowa nieco się nie kleiła, ale gdy po toaście szampanem panie zaczęły się raczyć czerwonym winem, atmosfera wyraźnie się rozluźniła.
– Nie ma to jak darować sobie drugie życie po czterdziestce! – rzucały jedna przez drugą, rozochocone alkoholem panie.
– Teraz to my rządzimy w łóżku, niech ci nasi byli żałują! Nie wiedzą, co stracili!

"Piotruś"

Moją uwagę zwróciła zwłaszcza jedna babka. Bardzo atrakcyjna, uśmiechnięta brunetka. Cały czas, jakby mimochodem, rzucała jakieś żarciki na temat byłego męża.
– Mój... tak się zapasł po kilku latach małżeństwa, że nie rozpoznawałam jego rysów twarzy... A jak chrapał przez to! Jak młot pneumatyczny! – chichotała, a inne wtórowały jej coraz chętniej. – Jak mu zaserwowałam dietę, to w nocy schodził niby do toalety, a z głową w lodówce go przyłapałam! – Ha, ha, ha – panie śmiały się coraz głośniej. – Mówię do niego, Piotruś! Na siłownię byś się zapisał! A on na to, że woli samoloty sklejać! Rozumiecie to? Niby dorosły facet! A modele jak dziecko skleja! – kobieta, imieniem Alicja, niemal położyła się na stole ze śmiechu. Miała już chyba nieźle w czubie.
– W domu już tyle tego badziewia się walało, że wszystko mu w pewnym momencie do kubła wyniosłam! A on! A on! – znajoma Sabiny prawie dusiła się ze śmiechu. – A on się rozpłakał! Że mu jego pasję zabieram...
– Jak dzieci, normalnie jak dzieci – inna pani zawtórowała koleżance i dolała sobie wina.
Coś mnie tknęło już na początku przysłuchiwania się tej Alicji. Czemu? To imię... Była żona Piotra tak się nazywała. Potem, gdy powiedziała „Piotruś”, poczułam ukłucie. Ale gdy wspomniała o sklejaniu modeli, prawie zabrakło mi tchu... Przecież to była pasja mojego nowego partnera! Czyżby to był zbieg okoliczności? Zesztywniałam. Aż zaschło mi w ustach z emocji. Wysłuchałam kolejnych kobiet utyskujących na swoich byłych i zwróciłam się do ślicznej brunetki.
– Ma pani dzieci? – spytałam nieco zachrypniętym głosem. Bo byłam prawie pewna, co usłyszę...
– Mam, dwójkę – uśmiechnęła się i mrugnęła. – Gdyby nie one, już dawno bym się rozwiodła! Aż dziw, że tak długo wytrzymałam z tym popaprańcem! Ofiarą losu! – wykrzywiła usta w grymasie obrzydzenia.
– Ale... chyba musiała go pani... – słowa wychodziły ze mnie z takim trudem, jakby kaleczyły mi gardło.
– To było dawno i nieprawda! – roześmiała się, nie zwracając uwagi na moje rozdygotanie.

Zobaczyłam fajtłapę

A więc to była prawda! Niesamowitym zbiegiem okoliczności trafiłam u Sabiny na byłą żonę mojego Piotra! Zdruzgotana wstałam od stołu i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam sobie w oczy. Co ja miałam, do diabła, w tej sytuacji zrobić? Bogu dzięki, że tamtego wieczora miał dzieci i ze mną nie przyszedł. To by dopiero była chryja...
Wymawiając się bólem głowy, szybko opuściłam dom Sabiny. Potem, leżąc w łóżku, setki razy analizowałam słowa ładnej brunetki. Próbowałam odrzucić wykreowany przez nią obraz Piotra i znowu zobaczyć go takim, jakim widziałam wcześniej. Nie udawało się! Te jego modele... stare dżinsy... nadwaga, z którą wcale nie chciał walczyć... Czy ona nie miała racji? W kolejnych dniach wciąż nie mogłam dojść ze sobą do ładu. Mój nowy partner wciąż dzwonił, pisał wiadomości, próbował umówić się ze mną na spotkanie. Nie mogłam z nim rozmawiać. Przestałam w nim widzieć fajnego mężczyznę. Zobaczyłam fajtłapę, wiecznego chłopca z modelem samolotu pod pachą! Jak mogłam się z kimś takim w ogóle widywać?!
Unikałam go, jak długo mogłam, w końcu napisałam do niego wiadomość. „Nie mogę dłużej się z tobą spotykać. Nasza znajomość nie ma żadnej przyszłości. Przepraszam”.

Każdy ma swoje wady...

Nie odpisał. Nie zadzwonił. Wydawało mi się, że odpuścił. A mnie, nie wiadomo dlaczego, zamiast ulgi, coraz częściej zbierało się na płacz. Mijały kolejne dni. Puste i bardzo do siebie podobne. Siedziałam w swoich czterech ścianach i wciąż zastanawiałam się, jak by to było, gdybym nie spotkała na urodzinach Sabiny ładnej brunetki? Brakowało mi dotyku Piotra, łaskotania jego brody, dowcipu, gdy robiło mi się smutno. Brakowało mi jego. Całego! Tęskniłam... I coraz mniej mnie obchodziło, co jego była żona miała na jego temat do powiedzenia. Próbowałam umawiać się z innymi. Poszłam na dwa spotkania. Było strasznie! Wciąż porównywałam każdego do Piotra i nikt nie miał szans! W końcu nie wytrzymałam. Zebrałam się na odwagę i zapukałam do jego drzwi. Otworzył i spojrzał na mnie takim wzrokiem... Zranionym, spłoszonym, chłodnym.
– Nie rozumiem... – zaczął, kręcąc głową.
– Tęsknię – rzuciłam tylko i wtuliłam się w jego wielkie ramiona. Oj, jak mi w nich było dobrze! Jak bezpiecznie! Jak bardzo mi tego brakowało! Po chwili poczułam łaskotanie jego brody. I nic mnie już nie obchodziły żadne modele samolotów ani diety! Byłam szczęśliwa. W końcu każdy ma swoje wady, prawda? 

 

Czytaj więcej