"Próbowałam ochłonąć po życiowej porażce, on chciał zacząć wszystko od nowa…"
Fot. Adobe Stock

"Próbowałam ochłonąć po życiowej porażce, on chciał zacząć wszystko od nowa…"

"Straciłam pracę w przykrych okolicznościach. Związałam się z niewłaściwym facetem, który oszukał i mnie, i moich klientów. Całe szczęście, że miałam oszczędności, by spłacić długi, inaczej trafiłabym do więzienia. A mój niedoszły mąż rozpłynął się w powietrzu. Plułam sobie w brodę, bo gdzieś tam podskórnie czułam, że jest w nim jakiś fałsz. Gdy o wszystkim dowiedziała się moja matka chrzestna, zaoferowała pomoc. Zaprosiła mnie do swojego domu..." Alicja, 30 lat

Samochód zacharczał złowrogo i zwolnił.
– Jasna cholera! Jeszcze tego brakowało – zaklęłam głośno, kierując auto ku poboczu. Czułam, że mój wysłużony garbus nie pojedzie dalej.
Nie myliłam się. Na szczęście do domu ciotki nie było daleko. Wyjęłam torbę z bagażnika i ruszyłam drogą ku willi. Miałam się przez jakiś czas opiekować włościami cioteczki. Była z mężem w rocznej delegacji służbowej, a ja właśnie straciłam pracę w przykrych okolicznościach. Związałam się z niewłaściwym facetem, który oszukał i mnie, i moich klientów. Gdy wszystko wyszło na jaw, byłam już niewiarygodna na rynku ubezpieczeń w mieście. Całe szczęście, że miałam oszczędności, by spłacić długi, inaczej trafiłabym do więzienia. A mój niedoszły mąż rozpłynął się w powietrzu...

Plułam sobie w brodę, bo gdzieś tam podskórnie czułam, że jest w nim jakiś fałsz… No cóż, był! Mikołaj nie kochał mnie ani trochę. Chciał tylko pieniędzy.
Gdy o wszystkim dowiedziała się moja matka chrzestna, zaoferowała pomoc. Zaprosiła mnie do swojego domu, bym odpoczęła, ogarnęła się i przy okazji popilnowała jej dorobku. I właśnie tak trafiłam tutaj…

Okazało się, że ciocia ma nowego sąsiada

Kiedy wlokąc za sobą walizę, podchodziłam pod bramę, pojawił się jakiś rosły facet. Przestraszyłam się trochę.

– Alicja? – zapytał chłodnym, spokojnym głosem.
– Tak… – rzuciłam nieufnie.
– Dawid – powiedział i lekko się uśmiechnął. – Twoja ciotka prosiła, żebym wszystko ci tu pokazał, jestem jej sąsiadem, mam gospodarstwo na południowym stoku doliny.
– Aha – mruknęłam.
– Przyszłaś tu na piechotę? – rzucił lekko kpiącym tonem.
– Wyobraź sobie, że nie… To znaczy samochód zepsuł mi się jakiś kilometr drogi stąd, stoi na poboczu.
– Rozumiem – rzucił, tym razem już serdeczniej. – Potem pomogę ci go odholować.
– Super, dzięki – odparłam, choć bez entuzjazmu, bo wkurzał mnie ten gościu.
Dom ciotki był wspaniały, ogród też. Wszędzie rosły kwiaty i jesiennie przystrojone drzewa.
– Pani Ula i pan Franek pięknie zadbali o ten stary dom – powiedział Dawid.
– O tak… Długo znasz ciocię? – zapytałam.
– Od dwóch lat, jak tylko tu zamieszkałem, otoczyła mnie sąsiedzką opieką. Pani Ula ma wielkie serce.
Te miłe słowa sprawiły, że łaskawszym okiem spojrzałam na ponurego przystojniaka.
Zostawił mi klucze do bramy, oprowadził po gospodarstwie i zaproponował, żebyśmy pojechali po moje auto. Pomyślałam, że to dobry pomysł, wstawiłam walizkę do domu i ruszyliśmy.
Dawid próbował jeszcze uruchomić garbusa, ale nie dał rady, musieliśmy wziąć auto na hol i odstawić do mechanika. Po oględzinach fachowiec orzekł, że wóz będzie sprawny za tydzień.
– No to zostałam bez auta – rzuciłam smętnie.
– Jestem niedaleko – powiedział Dawid i spojrzał na mnie jakoś tak… Że zrobiło mi się miło.

Dawid był miły, pomocny i...

Gdy wracaliśmy do domu, poczułam się zmęczona. W aucie było ciepło, przyjemnie, z radia sączyła się jakaś przyjemna melodia, zaczęłam odpływać. Obudziłam się dopiero, gdy samochód przystanął. Zobaczyłam, jak Dawid wychodzi z auta i idzie otworzyć mi drzwi. Gdy postawiłam nogi na ziemi, moje mięśnie odmówiły współpracy. Wyzuta z energii oparłam się o Dawida bezwładnie i poczułam, jak jego silne ramię mnie obejmuje. Och, jak zrobiło mi się przyjemnie, jak bezpiecznie. „A może to sen?”, pomyślałam. „Czy wyobraźnia płata mi figle?” Nagle zdałam sobie sprawę, że odczuwam coś więcej niż ulgę. Pod ciepłą skórą Dawida dziko waliło serce. Poczułam, że ogarnia mnie żar, a jego dłonie na moich plecach są gorące niczym rozpalone węgle...
Nagle wróciła mi jasność umysłu. Zażenowana odsunęłam się od niego.
– Przepraszam, ja… – zaczęłam się tłumaczyć.
– Nie ma za co przepraszać. Jadłaś coś dziś? – zapytał po prostu.
– Tak… Śniadanie – powiedziałam, myśląc o bułce z żółtym serem i szybkiej kawie. Zakupów też nie zrobiłam, a lodówka u cioci była pusta.
– Chodź, zapraszam, jestem świetny w robieniu megakanapek.
Dom Dawida okazał się równie piękny, jak dom cioci, ale zupełnie nowy, drewniany. Było w nim przytulnie. Na jednej z komód zobaczyłam ślubne zdjęcie Dawida i jego żony. „Gdzie ona jest?”, przeszło mi przez myśl. „Czy trafiłam na żonatego podrywacza?”
Dawid poczęstował mnie pysznymi kanapkami i gorącą herbatą.
– Pani Ula mówiła, że zostaniesz tu na dłużej… – zaczął, gdy usiedliśmy przy stole, ale widząc moją strapioną minę, zamilkł. – OK, nic nie mów, rozumiem, nie chcesz o tym rozmawiać.
– Owszem… – westchnęłam, ale po chwili zrobiło mi się głupio, Dawid mi pomógł, nakarmił, nie było powodu, żebym była niemiła. – W moim życiu było ostatnio niewesoło. Ktoś, komu ufałam, oszukał mnie i zniknął – dodałam, zaskoczona własną szczerością.
– Rozumiem…
– Lepiej opowiedz o sobie, jesteś rolnikiem?
– Coś w tym stylu… Pewnego dnia postanowiłem wstać od biurka w korpo i wynieść się na wieś. Kocham to miejsce. Pola, las, zwierzęta. To praca, która pozwala zapomnieć – nagle zamilkł, jakby poczuł, że również zagalopował się w wyznaniach.
– Miło się z tobą rozmawia – powiedziałam w przypływie szczerości, chciałam, żeby poczuł się dobrze z tym, co mi powiedział.
– I wzajemnie – rzucił. – Ten ktoś, kto cię oszukał, był twoim… mężem?
– Nie, narzeczonym – wyjaśniłam. – A ta kobieta ze zdjęcia… Twoja żona. – Wskazałam dłonią w stronę komody.
– Weronika zmarła dwa lata temu, na raka – powiedział tylko i atmosfera zgęstniała.
– Przykro mi…
Dawid w odpowiedzi tylko pokiwał głową i zaczął zbierać talerze ze stołu. Odczytałam ten sygnał, podziękowałam za pomoc, za kolację i pożegnałam się.

Czułam się tak, jakbym znała go od lat

Pierwsza noc w domu na wzgórzu była cudowna. Gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki, usnęłam. Śniłam o nowym sąsiedzie...
Obudził mnie dźwięk telefonu. Dawid pytał, czy chciałabym z nim pojechać na zakupy do miasteczka.
– O tak, chętnie. – Wczoraj ty mnie nakarmiłeś, wiec może ja nakarmię cię dzisiaj? Robię świetny makaron. Wpadniesz wieczorem? – zapytałam, kiedy odwiózł mnie do domu, i zaczerwieniłam się po same uszy.
Dawid uśmiechnął się zawadiacko. Patrzył na mnie przez chwilę intensywnie, a potem pokiwał głową.
Popołudnie spędziłam w kuchni. Moje popisowe danie wyszło idealnie.
Dawid zjawił się punktualnie. Otworzyłam bramę domofonem i czekałam w otwartych drzwiach. Szedł wyprostowany, męski, uśmiechnięty.

– Cześć, przyniosłem wino. Hmm, ładnie pachnie ten makaron – powiedział, wchodząc do kuchni.
A potem obserwowałam, jak je ze smakiem, i czułam się tak, jakbym znała go od lat. Był inny niż Mikołaj, biło od niego ciepło i jakaś szczerość.
Gdy zjedliśmy, wyszliśmy na werandę i znowu znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko siebie. Dawid spojrzał mi w oczy.
– Dziwnie na mnie działasz – powiedział.
– Ty na mnie również…
Odsunął się. Zaczęliśmy rozmawiać. Wtedy opowiedziałam mu, co u mnie zaszło i o tym, że chciałabym znów prowadzić firmę z ubezpieczeniami.
– To prowadź! Może tutaj? – Spojrzał na mnie z nadzieją. – W miasteczku jest dużo lokali i wbrew pozorom ludzi w okolicy też całkiem sporo. Każdy chce coś ubezpieczyć.
– Gdybym tu została… – westchnęłam, snując w wyobraźni plany na przyszłość.
– Gdybyś tu została, chciałbym ci pomagać – rzucił Dawid i nagle znalazł się tuż przy mnie.
Patrzyliśmy na siebie, nasze usta zbliżyły się... W ostatniej chwili pomyślałam, że nie mogę tego zrobić. Nie chciałam znów cierpieć przez mężczyznę. Cofnęłam się, ale wtedy zobaczyłam jego oczy – szczere i dobre.
– Chodź, odprowadź mnie do bramy – powiedział i nieoczekiwanie po prostu wziął mnie za rękę.

W następnych tygodniach spotykaliśmy się z Dawidem niemal codziennie. Doskonale czuliśmy się w swoim towarzystwie. Była między nami chemia, lgnęliśmy do siebie, ale jednocześnie nie chcieliśmy zbyt szybko dać się ponieść zmysłom. Tak jakbyśmy obawiali się, że fizyczność zakłóci rodzącą się między nami przyjaźń... Każdy następny dzień zbliżał nas ku sobie. Pewnego wieczoru Dawid opowiedział mi o tragedii, jaka go spotkała, i o tym, że przyszedł czas, by zacząć wszystko od nowa.

To przyszło tak naturalnie

Tamtej jesiennej nocy rozpętała się straszna burza. Pioruny waliły jak oszalałe. Bałam się jak nigdy. Nagle jeden z nich uderzył tuż przy domu.
Gdy sekundę później zadzwonił telefon, krzyknęłam z przerażeniem.
– To ja, Dawid – usłyszałam w słuchawce jego głos. – Tutaj burze są właśnie takie. Chcesz, żebym przyszedł?
– Mógłbyś? – rzuciłam.
Był u mnie kilka minut później i choć miał na sobie przeciwdeszczową kurtkę, ociekał wodą.
Podałam mu suchy ręcznik i w przypływie czułości zaczęłam wycierać mu włosy.
Wziął mnie za rękę.
– Naprawdę staram się cię nie dotykać, nie myśleć o tobie, ale nie mogę. Czuję, że ty też…. – Dawid spojrzał na mnie tak, że brakło mi tchu. – My po prostu za bardzo siebie pragniemy – rzucił.
Przebiegła mnie fala gorąca. „On wie”, pomyślałam. Każda cząstka mojego ciała była wypełniona oczekiwaniem. Owszem, pragnęłam go.
Właściwie nie wiem, kto wykonał pierwszy ruch – on czy ja, ale nagle niemal rzuciliśmy się na siebie. W naszych gestach było wszystko, czułość, namiętność, ciekawość, dzikie pożądanie… Dawid błądził dłońmi po moim ciele, natrafił na koszulę nocną, zdarł ją ze mnie przez głowę i cisnął na skraj pokoju. W następnej sekundzie znalazła się tam jego koszulka i dżinsy.

Nagle zatrzymaliśmy się, jakby wstrząśnięci tym, co się dzieje. Wnętrze domu wypełniło się blaskiem błyskawicy, patrzyłam na nagie, muskularne ciało Dawida i pragnęłam go jeszcze bardziej.
– Jesteś taka piękna – szepnął, obejmując mnie
Zaprowadziłam go do sypialni. Zamknęłam oczy, czując, jak opuszcza mnie z wolna na miękki materac. I stało się! 
Spleceni ze sobą, rozpaleni do białości przeczuciem bliskiego spełnienia czuliśmy się naprawdę wolni i szczęśliwi. A potem zasnęliśmy.
Obudziliśmy się nad ranem. Gdy dzień zagościł na dobre, wstaliśmy i zjedliśmy śniadanie. Nie było między nami wstydu ani żalu, wręcz przeciwnie. Cieszyliśmy się tymi chwilami szczęścia. To przyszło tak naturalnie…

Ciocia Ula to przewidziała!

Mijały kolejne miesiące, a nasze życia splatały się ze sobą coraz bardziej.

– Zamieszkaj ze mną – powiedział któregoś dnia przy śniadaniu.
Zgodziłam się i nie żałuję.
Rok później się zaręczyliśmy, otworzyłam małe biuro ubezpieczeń, teraz szykujemy się na ślub i wesele. Ciocia Ula wróciła z wojaży, i cóż, nie zdziwiła się specjalnie takim obrotem spraw.
– Wiedziałam, że do siebie pasujecie. A jak myślisz, dlaczego tak to wszystko zaaranżowałam? – Uśmiechnęła się. – W nagrodę będę miała najwspanialszych sąsiadów pod słońcem!

 

 

Czytaj więcej