Wierzyć viralowym przekazom, czy lepiej je ignorować? Co na ten temat mówią eksperci?
Codziennie na TikToku, Instagramie i Facebooku pojawiają się nowe treści, które szybko stają się viralami, czyli bardzo popularnymi treściami przekazywanymi przez użytkowników. Filmik z obietnicą schudnięcia 18 kg w dwa miesiące zbiera 45 milionów wyświetleń, zanim jakakolwiek dietetyczka zdąży go skomentować. Przepis na sukces? Obawa o zdrowie plus prosty komunikat plus twarz kogoś, kto sprawia wrażenie autorytetu. Gotowe. Część tych trendów jest nieszkodliwą przesadą, część ma ziarnko prawdy, a część może szkodzić. Przyjrzyjmy się najnowszym trendom.
Ricezempic (od słów „rice”, czyli ryż i nazwy leku przepisywanego w leczeniu otyłości, Ozempic) ma sprawić, że schudniesz. Pół szklanki niepłukanego białego ryżu zalewa się ciepłą wodą na noc, rano pije przecedzoną wodę z sokiem z limonki. Twórcy metody obiecują utratę nawet 27 kg w dwa miesiące. Sekret ma tkwić w skrobi opornej. Pół szklanki surowego ryżu zawiera jednak zaledwie 0,6 g tej substancji, a do wody przechodzi jeszcze mniej. Nie wiadomo, ile, bo skrobia oporna słabo rozpuszcza się w wodzie. Zamiast pić popłuczyny po ryżu, lepiej zjeść sałatkę ziemniaczaną lub makaronową, które obfitują w skrobię oporną.
Viral z oatzempiciem (płynną owsianką) zebrał ponad 45 mln wyświetleń. Picie napoju z pół szklanki płatków owsianych, szklanki wody i soku z limonki ma czynić cuda. Owies zawiera beta-glukan wpływający na uczucie sytości i to rzeczywiście działa. Tyle, że efekt odchudzający wynika wyłącznie z zastąpienia kalorycznego śniadania niskokalorycznym napojem, nie ze szczególnych właściwości składników. Beta-glukan działa, gdy zjesz owsiankę.
Post przerywany 16:8 propagowany jest jako najskuteczniejsza metoda odchudzania dla kobiet po czterdziestce. Badania pokazują jednak, że ma sporo wad. Kobiety w wieku 45-60 lat są szczególnie narażone na utratę masy mięśniowej, która przyśpiesza w tym okresie. Jeśli w oknie żywieniowym nie dostarcza się wystarczającej ilości białka, organizm traci nie tylko tkankę tłuszczową, ale i mięśnie. A to trudno odbudować.
Influencerzy polecają zażywanie 10 000 j.m. witaminy D dziennie. Niepotrzebnie. Dawka dla dorosłych wynosi 2000–4000 j.m. Megadawki przyjmowane bez kontroli stężenia 25(OH)D we krwi grożą hiperwitaminozą D. Wapń odkłada się wtedy m.in. w nerkach, co prowadzi do ich uszkodzenia. Przed rozpoczęciem suplementacji warto zbadać ustalić dawkę z lekarzem.
Viralowy przekaz jest prosty: każda zmęczona i zestresowana kobieta ma niedobór magnezu. To duże uproszczenie, bo przyczyny mogą być różne, a suplementacja działa tylko wtedy, gdy niedobór jest potwierdzony badaniem poziomu magnezu w surowicy lub erytrocytach.
Codzienne przyjmowanie probiotyków przez całe życie to trend, który nie ma uzasadnienia. Probiotyki mają udowodnione działanie w konkretnych wskazaniach, na przykład po antybiotykoterapii lub w zespole jelita drażliwego. U zdrowych osób suplementowanie nie daje żadnych korzyści.
Co to takiego? Odpowiedź zaskakuje. To insulinooporność. Znani z internetu lekarze celebryci twierdzą, że jest ona przyczyną wszystkich problemów zdrowotnych, m.in. nadciśnienia. Ale wystarczy wprowadzić ich zalecenia, by wszystko minęło. Jak jest naprawdę? Rzeczywiście, ok. 50 proc. osób z insulinoopornością cierpi jednocześnie na nadciśnienie. To nieprawda jednak, że jedna choroba wywołuje drugą. One współistnieją, są częścią tzw. zespołu metabolicznego. Związek przyczynowo-skutkowy między nimi nie istnieje. Nie ma na to żadnych rzetelnych badań naukowych.
Oto on, czyli gluten. Trend eliminacji glutenu przy chorobie Hashimoto jest wyjątkowo silny. I bezsensowny. Dieta bezglutenowa jest konieczna przy celiakii. Badania wykazały, że u chorych na Hashimoto (bez potwierdzonej celiakii) eliminacja glutenu nie przynosi korzyści. Produkty zbożowe dostarczają błonnika, wit. z grupy B i selenu, czyli składników ważnych przy tej chorobie. Ich eliminacja może pogłębiać niedobory.
Wbrew zaleceniom polskich specjalistów od żywienia, Tik-Tokowi influencerzy przestrzegają przed używaniem oleju rzepakowego. Dlaczego? Uważają, że jest on groźny dla zdrowia ze względu na glifosat (substancję zwalczającą chwasty) stosowany przy uprawie rzepaku. Tymczasem glifosat nie rozpuszcza się w tłuszczach, a rafinowany olej rzepakowy jest dodatkowo oczyszczany. Dietetycy kliniczni i WHO rekomendują go jako dobre źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6, w korzystnym dla zdrowia stosunku 1:2.
Zyskał status superfoodu, bo jest roślinny i egzotyczny. Zawiera jednak 90 proc. tłuszczów nasyconych, tyle co masło czy smalec. Regularnie spożywany w dużych ilościach podnosi poziom cholesterolu LDL. Jako dodatek w małych ilościach nie zaszkodzi, ale nie ma podstaw, by zastępować nim olej rzepakowy czy oliwę z oliwek.
Dr inż. Agnieszka Leciejewska - dietetyczka, specjalistka ds. żywienia w chorobach