"Przyjaciółka spytała, czy zgodzę się, by mój mąż został... ojcem jej dziecka. Jej plan był bardziej perfidny niż myślałam!"
Czułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie kamieniem w głowę. Tak mocno, że nic już nie mogło mnie poruszyć!
Fot. 123RF

"Przyjaciółka spytała, czy zgodzę się, by mój mąż został... ojcem jej dziecka. Jej plan był bardziej perfidny niż myślałam!"

"Pewnego dnia moja przyjaciółka zapytała, czy mogłabym jej pomóc. Gdy zrozumiałam, o co mnie prosi - skamieniałam. To było tak absurdalne i niedorzeczne, że w pierwszej chwili pomyślałam, że zwariowała. Nie można przecież wypożyczyć własnego męża! Ale ona doskonale wiedziała, co robi..." Justyna, 28 lat

Alicja była singielką i wydawało mi się, że jest z tego nawet zadowolona. Zaprzyjaźniłyśmy się dwa lata temu na zajęciach aerobiku. Od razu przypadłyśmy sobie do gustu. Spotykałyśmy się dość często – wiadomo, jakieś wypady do kina czy pubu, zwłaszcza wtedy, gdy Michał, mój mąż, wyjeżdżał w sprawach służbowych. Miałam wtedy z kim pogadać, a nie siedzieć samotnie w czterech ścianach.

Wyznała mi, że chce synka podobnego do Michała

– Twój Michał jest idealnym mężem – powtarzała mi często Alicja. – Przystojny, zaradny, pracowity i zakochany w tobie... Czasem ci zazdroszczę – dodawała ze śmiechem, a ja zawsze czułam się winna za to, że jestem tak bardzo szczęśliwa.
– Nie planujecie jeszcze dziecka? – zapytała mnie któregoś dnia.
– No wiesz, za małe mieszkanie, za dużo pracy. Może za parę lat... – odpowiedziałam.
– A ja... – oczy Alicji podejrzanie się zaszkliły. – Tak bym chciała mieć synka. I żeby był podobny do twojego męża.
– Dlaczego? – zawołałam zaskoczona. – Dlaczego on miałby być podobny akurat do Michała?
– Wiesz, jakoś nigdy ci nie mówiłam, ale Michał bardzo przypomina mi pewnego mężczyznę, z którym byłam kiedyś związana. To stare dzieje, nie chce mi się o tym opowiadać. Zostawił mnie dla innej i to właśnie wtedy, gdy byłam z nim w ciąży. Z nerwów i stresu poroniłam...
– Przykro mi to słyszeć – odparłam. Zaczynałam rozumieć, dlaczego Alicja tak często wpatruje się w mojego męża. Początkowo myślałam, że po prostu jej się podoba. Okazało się jednak, że kryje się za tym coś więcej. I ponownie pojawiło się niepokojące poczucie winy – głupie, bo wiedziałam, że nie powinnam czuć się winna.
– No i rozumiesz. Od tamtego czasu trochę uprzedziłam się do facetów – Alicja ciągnęła swoją opowieść. – Jakoś żadnego nie mogę znaleźć dla siebie...

Jej prośba mnie zszokowała

Od tej rozmowy koleżanka coraz częściej napomykała o tym, jak bardzo pragnie dziecka.
– A męża? – podsunęłam kiedyś.
– Wystarczy mi dziecko – odparła, kręcąc przecząco głową. – Podobne do Michała...
Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Jak mogłabym jej pomóc? Po kilku dniach Alicja wyznała mi, że jednak mogę. Gdyby tak Michał... Gdybym zgodziła się, żeby Michał i ona... Najpierw skamieniałam jak przysłowiowa żona Lota. Jej prośba była tak absurdalna i niedorzeczna, że w pierwszej chwili pomyślałam sobie, że Alicja po prostu ma gorszy dzień i bzdury klepie. Nie można przecież wypożyczyć własnego męża! Nie, zdecydowanie nie. Co za niesmaczny pomysł!
Widząc moją reakcję, Alicja skończyła rozmowę. Nie na długo...

Przyjaciółka nie dawała za wygraną

Działała posługując się metodą „kropla drąży skałę”. Dręczyła mnie wytrwale i do znudzenia. Stwierdziłam w końcu, że mam tego dość. Postanowiłam na jakiś czas osłabić nasze kontakty i nie spotykać się z nią. Mówiąc delikatnie, byłam już na nią wkurzona. Podczas ostatniej rozmowy powiedziałam jej wprost:
– Ala, wiesz co, nie proś mnie o to więcej. Jak ci tak bardzo na tym zależy, zwróć się z tą prośbą do mojego męża. Zobaczymy, czy rozpatrzy twoje podanie... – zażartowałam na koniec.
– Masz absolutną rację, tak właśnie powinno być! – powiedziała Alicja. – Proszę cię tylko o jedno: pozwól, bym sama mogła z nim porozmawiać. Zaskoczyła mnie taką wypowiedzią, ale jednocześnie jeszcze bardziej upewniła w tym, że jest chyba... szalona.
W domu od razu opowiedziałam wszystko Michałowi. Musiałam uprzedzić własnego męża przed dziwacznymi propozycjami jednej z moich koleżanek. Gotów sobie jeszcze pomyśleć, że jakieś żarty sobie urządzamy.
– No, to chyba jakaś wariatka... – skwitował tylko. – Wprawdzie ładna, ale jednak wariatka...
Miałam nadzieję, że ta krótka rozmowa wszystko załatwiła. Myliłam się jednak.

Mój mąż nie wrócił na noc do domu

Kilka dni później w pracy zadzwonił telefon. W słuchawce najpierw zatrzeszczało, a potem usłyszałam radosny głos Ali:
– Kochana, rozmawiałam już z Michałem. Postanowiliśmy załatwić to od razu. Dziś jest odpowiedni dzień. Jedziemy do mnie! „Co za kretynka...”, pomyślałam. „Rzeczywistość chyba myli jej się już fantazją. Bzdury! Jedzie zaraz z Michałem do domu. Dobre sobie. Jezu, co za bzdury...” Wszystko zaczęło się jednak komplikować, gdy Michał nie wrócił wieczorem do domu. To była najgorsza noc w moim życiu. Męża zobaczyłam dopiero po południu. Okazało się, że on naprawdę był u Alicji! I od razu od niej poszedł do pracy. Do domu wrócił jakiś milczący. Ja też nie miałam ochoty do rozmowy. Byłam wytrącona z równowagi. Kompletnie nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim sądzić.
„Co też mój mąż wymyślił?!”, zastanawiałam się. Ale byłam tak bezradna, że nie wiedziałam, jak mam się go o to spytać. Kolację zjedliśmy w ponurym nastroju. Oboje unikaliśmy wiadomego tematu. Nagle wyrósł między nami ogromny mur.

Igrałam z ogniem

Parę dni później Michał wyjechał w tygodniową delegację. Nie miałam też żadnych wiadomości od Alicji, a brakowało mi sił, by sama do niej zadzwonić. Wynajdywałam sobie najgłupsze zajęcia – wszystko po to, by nie myśleć. Ale i tak nie potrafiłam skoncentrować się na niczym. W pracy omal nie doprowadziłam do groźnej wpadki w fakturach. Takie katastrofy przytrafiały się jedna po drugiej. A w pracy księgowej to niemile widziane.
– Justyna, co się z tobą dzieje?! – narzekała zirytowana szefowa, kiedy ujrzała mnie nad stosem źle wypełnionych rachunków. – Mylisz się ciągle, piszesz głupoty, chodzisz jak śnięta... Przecież w takim stanie nie można pracować! Powiesz mi, o co chodzi? Nie wytrzymałam. Oparłam się na biurku, ukryłam twarz w dłoniach i rozbeczałam jak dziecko. Wszystko jej opowiedziałam.
– Tyś chyba oszalała, dziewczyno – stwierdziła szefowa i zerknęła na zegarek. – Czekaj, teraz nie mam czasu. Skończymy dzisiaj wcześniej i pogadamy. Skinęłam głową. Ramiona wciąż trzęsły mi się od płaczu.
– Masz, wytrzyj nos. I przestań się mazać. To ci nie pomoże – zaczęła po pracy. – Ty myślisz, że mój chłop mnie nie zdradzał? No, ale ja nie wpychałam go do łóżka przyjaciółki. Ja bym takiej powiedziała: nie ma mowy, kochana. Poluj na innym podwórku, u mnie nie masz czego szukać. A ty co? Zwariowałaś?! Na żarciki ci się zebrało?! Lubisz chyba igrać z ogniem. Powiedziałaś jej, by sama do niego zadzwoniła. Przecież to jak prowokacja, zaproszenie do łóżka! I po chwili dodała:
– A teraz pójdziesz i zadzwonisz do męża. Powiesz, że się za nim stęskniłaś. Kiedy wróci, dam ci tydzień urlopu. Wyjedziecie razem do pensjonatu mojej ciotki nad morzem. Oboje macie zapomnieć o tym, co się stało. A tej Alicji pokaż drzwi.

Wszystko powoli stawało się jasne...

Zabrzmiało to jak obietnica, że wszystko między mną a Michałem znowu ułoży się dobrze. Ale to Michał zadzwonił pierwszy. Okazało się, że musi zostać jeszcze kilka dni. A godzinę później zatelefonowała Ala.
– Przepraszam, że nie dzwoniłam – paplała wesoło – ale musiałam wyjechać. Wracam za tydzień, to sobie poplotkujemy. Coś mnie tknęło. I tym razem nie owijałam niczego w bawełnę.
– Jesteś z Michałem – nie zapytałam, ale stwierdziłam fakt.
– Ależ... Ja... No, co ty... W tej chwili dobiegł mnie jakiś męski głos, jakby ktoś stał tuż za jej plecami i coś mówił.
– Oddaj mi słuchawkę – usłyszałam już wyraźniej. Nie miałam wątpliwości, że to był głos mego „wiernego” męża.
– Justyno... – zaczął.
– Chyba nie mamy o czym rozmawiać – odparłam i odłożyłam słuchawkę. Czułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie kamieniem w głowę. Tak mocno, że nic już nie mogło mnie poruszyć.

Co za perfidia!

Michał zjawił się dopiero po kilku dniach. Zaczął bez wstępów:
– Musimy porozmawiać. Pamiętaj, że sama mnie do tego nakłoniłaś. Nie możesz mnie winić...
– Ja cię do czegoś nakłoniłam?! – nie wierzyłam własnym uszom. – Co masz mi do powiedzenia, mów, czekam! Co wymyśliłeś?! Co wyprawiasz z tą, z tą... suką?!
– Nie mów tak o niej. To wspaniała kobieta i potrafi naprawdę wiele dać mężczyźnie...
– Ja cię nakłoniłam do tego, co razem zrobiliście?! – spytałam.
– Nieważne – odparł. – Zadzwoniła i złożyła mi swoją propozycję. Pojechałem tam, ale tylko po to, by powiedzieć jej prosto w twarz, że to głupi pomysł. Ale tam jakoś to inaczej wyszło... Rozumiesz, co mam na myśli... Właściwie, to może było tak, że Ala od dawna mi się podobała?... – zastanowił się na głos.
„Co za perfidia...”, pomyślałam. „Na moich oczach rozegrała całą intrygę i przedstawiła to tak, jakbym była jej wspólniczką.”
Musiałam pogodzić się z porażką. Michał nie oparł się urokowi Ali.
– Co teraz zrobisz? – spytałam.
– Odchodzę. Wiesz, że będę miał wkrótce dziecko. Ty nie chciałaś. Wymawiałaś się za małym mieszkaniem. Ala jest inna... To było nasze ostatnie spotkanie.
Pomoc mojej szefowej przydała się. Skorzystałam z zaproponowanego urlopu i pensjonatu nad morzem. Sama. Spaceruję po plaży, korzystam z jesiennych promieni słońca. Oddycham wspaniałym, świeżym powietrzem. Tu łatwiej zapomnieć, że Michał i Alicja są razem. I czekają na upragnionego potomka. A ja? Na co mam czekać? Wieczorem wybieram się do modnej nadmorskiej dyskoteki. Nie zamierzam tej nocy spędzić sama i obudzić się w pustym łóżku... 

 

Czytaj więcej