"Marzyłam o romansie, który wyrwie mnie z małżeńskiej nudy. Dostałam za to ponurą nauczkę"
Chciałam przeżyć gorący romans, by znowu poczuć się piękna i pożądana.
Fot. 123RF

"Marzyłam o romansie, który wyrwie mnie z małżeńskiej nudy. Dostałam za to ponurą nauczkę"

Niedawno dowiedziałam się, że większość moich koleżanek ma na koncie skok w bok albo przynajmniej fantazjuje na ten temat. Przyznaję, że ja też chciałam zafundować sobie gorący romans. Los postanowił mnie za to ukarać... Karolina, 33 lata

Pracuję w prawdziwym babińcu, znam wiele kobiet. Młodszych i starszych, przeciętnych i wyjątkowo atrakcyjnych. Każda z nich ma wiele różnych wad i zalet, ale łączy je pewna szczególna cecha – niewierność. Otóż niedawno odkryłam, że prawie każda kobieta, którą znam, zdradza męża, albo przynajmniej o tym marzy. Ostatnio dyskutowałyśmy na ten temat i muszę przyznać, że byłam zszokowana.

Babskie zwierzenia

Umówiłam się z koleżankami w piątek po pracy na drinka. Kiedy procenty zaczęły już działać i byłyśmy rozluźnione, zaczęłam podpytywać je, czy kiedykolwiek miały romans. Domyślałam się, że będą szczere, w końcu nie znałam ich mężów.
– Zdradziłam Karola już w podróży poślubnej – zaczęła Jolka. – No co się tak patrzycie? On był Francuzem! Po prostu booooski! Ciemne oczy, ciemna karnacja i ten seksowny akcent... Francuzi są obłędni! – dodała tonem usprawiedliwienia, zupełnie jakby narodowość tego faceta mogła wytłumaczyć jej nielojalność.
– W podróży poślubnej? – wyjąkałam, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. Jak można przyprawić komuś rogi kilka dni po ślubie? I to kto? Jolka! Najcichsza z nas, spokojna, pracowita. Taka, której nigdy bym o coś takiego nie podejrzewała! – Co za różnica, kiedy? Zdrada to zdrada – prychnęła Baśka.
– No a ty? – zapytałam ją.
– Zdradziłam, ale tylko raz. Z kuzynem mojego Bartka. Mąż wyjechał na dwuletni kontrakt do Szwecji, ja czułam się samotna i stało się. Po cholerę zostawiał mnie samą niecały rok po ślubie – wzruszyła ramionami.
– I nie masz żadnych wyrzutów? – drążyłam.
– Czasem mam, ale zaraz się pocieszam, że przecież pod łóżkiem ślubnemu nie leżałam. Kto wie, co on w tej Szwecji wyczyniał – mruknęła, zabierając się za szarlotkę.
Spojrzałam na milczącą dotąd Ewelinę.
– Lina, a ty? Jesteście z Wojtkiem po ślubie ponad dwanaście lat, przyprawiłaś mu już rogi? – palnęłam prosto z mostu. – Nie, ale codziennie o tym marzę. Nie ma dnia, żebym nie fantazjowała o tym, jak kocham się z obcymi facetami – westchnęła.
– To czemu w końcu tego nie zrobisz? – zainteresowała się Jolka, dopijając swoje piwo.
– Chyba jestem za dużym tchórzem i zbyt wiele mam do stracenia. Mój mąż świetnie zarabia, właśnie budujemy dom za miastem, miałabym zaryzykować to wszystko w imię przygodnego seksu? Nigdy w życiu – mruknęła.
– A ty? Zaczęłaś dyskusję, to się wypowiedz w temacie – Jolka świdrowała mnie tymi swoimi ciemnymi oczyskami.
Ja? Ja też bym chciała, ale się boję – powiedziałam cicho, a dziewczyny wybuchły śmiechem.
– W takim razie wypijmy za odwagę w kwestiach damsko-męskich – zaproponowała Jolka, wznosząc toast.
– Za ogniste romanse!
– Za romanse! – powtórzyłam za nią, chociaż zachciało mi się śmiać. Z trudem wyobraziłam sobie siebie w roli łamiącego męskie serca wampa.

Lekarstwo na nudę?

Kiedy wróciłam do domu, zastałam męża wciśniętego w przyciasny dres i gapiącego się w telewizor. Poczułam jak ogarnia mnie rozczarowanie i złość. Nasze wspólne życie było takie beznadziejnie nudne. Wyprane z głębszych emocji, przewidywalne i szare, jak wykładzina na korytarzach miejskiego szpitala, w którym od lat pracuję. Poczułam, jak wsysa mnie bezbrzeżna wręcz nuda, jak zaciska łapska na moim gardle i dusi. Przez całą noc myślałam o tym, jakby to było zafundować sobie gorący romans. „Przecież to nic złego, wszystkie to robią”, mówiłam sobie, zastanawiając się, z kim chciałabym się zapomnieć. Z Michałem z radiologii? A może z tym przystojnym kierowcą karetki? Albo z blond Jarkiem z laboratorium – marzyłam, przewracając się z boku na bok. Nad ranem zdecydowałam, że najchętniej przespałabym się z Jarkiem, jednak okazało się, że los ma dla mnie inne plany.

Czarujący brunet

Byłam w delikatesach, kiedy podszedł do mnie jakiś wysoki brunet i zapytał o najlepsze o mięso na grilla.
– Schab, karkówka, żeberka – wyliczyłam, chociaż coś mi mówiło, że facet zwyczajnie chciał mnie zagadać. I rzeczywiście. Ledwo słuchał, co mówię, za to bardzo ochoczo zaprosił mnie na kawę. Iskrzyło między nami od samego początku. Miała na imię Rafał. Przesiedzieliśmy w tej małej kawiarence całe popołudnie, potem on poprosił mnie o numer telefonu. Kiedy zadzwonił wieczorem, serce biło mi jak oszalałe. „Uspokój się, wariatko, masz prawie trzydzieści trzy lata!”, mówiłam sobie w duchu, ale i tak z podekscytowania nie zasnęłam przez kolejną noc. Rafał kompletnie zawładnął moimi myślami, chodziłam jak nieprzytomna, myśląc tylko o tym, kiedy znowu go zobaczę. Następnego dnia zaprosił mnie na kolację do zajazdu za miastem. Mężowi skłamałam, że jadę odwiedzić kuzynkę, i odstawiona w nową kieckę pognałam na randkę. Spotkanie było fantastyczne! Rafał okazał się nie tylko czarującym i szarmanckim mężczyzną, ale też wspaniałym rozmówcą. Godziny mijały, a my nie mogliśmy się nagadać, no i ta chemia... Nasze kolana stykały się pod ciasnym stolikiem, jego wzrok mówił tak wiele... Marzyłam o tym, żeby mnie dotknął, pocałował, zaniósł na górę do jednego z pokojów. Kiedy poprosił mnie do tańca, a potem tulił do siebie ciasno i wymownie, byłam bliska euforii. Wtulona w jego szerokie ramiona, wdychałam piżmowy zapach jego wody kolońskiej, marząc o jego dłoniach na moim nagim ciele, o romansie, który wstrząśnie moim światem, sprawi, że znowu poczuję się piękna i pożądana. Mąż zupełnie wyleciał mi z głowy...

Ponura nauczka

– Chodźmy już stąd – powiedział Rafał, dodając, że zaprasza mnie do siebie.
– Mam kalifornijskie wino, dobrą muzykę – kusił, chociaż przecież wcale nie musiał mydlić mi oczu. Nie jestem już nastolatką – wiedziałam, że chce się ze mną kochać i sama nie marzyłam o niczym innym! Pospiesznie wsiedliśmy do jego samochodu, ruszył z piskiem opon. Oparłam głowę o zagłówek, przymknęłam oczy, wyobrażając sobie nasz pierwszy wspólny wieczór. Wypadku właściwie nie pamiętam. Wiem tylko, że szarpnęło samochodem, potem na naszą przednią szybę padło oślepiające światło z reflektorów jadącego z przeciwka auta i ciszę letniego wieczoru rozdarł upiorny zgrzyt giętej blachy. Ocknęłam się w szpitalu. U wezgłowia łóżka siedział Jacek.
– Kochanie, obudziłaś się – powiedział i gładząc mnie po ręce, zaczął płakać.
– Co się stało? – wyszeptałam przez ściśnięte gardło.
– Ciiicho, nic nie mów. Miałaś wypadek. Facet, który prowadził, wykaraskał się z tego cało, ty nie miałaś tyle szczęścia. Ale lekarze mówią, że to nic poważnego, nie denerwuj się, skarbie – zapewnił mnie.
– A swoją drogą, z kim ty wracałaś tym samochodem? Nie miałaś przypadkiem jechać do kuzynki? – zainteresował się. – Pojechałam – skłamałam, odwracając wzrok. – Pojechałam, posiedziałam u niej, a potem skorzystałam z okazji. Akurat jej znajomy jechał w moją stronę i obiecał mnie podwieźć. Wiesz, nie lubię busów.
– To miło z jego strony – powiedział Jacek i z ulgą zdałam sobie sprawę, że nie usłyszałam w jego głosie ani cienia szyderstwa.
Więc mi uwierzył! Dzięki Bogu nie domyśla się, że zamierzałam... Że... Nie! Nie będę nawet więcej myśleć o Rafale! Nie wiem, czy miałam zwykłego pecha, czy to złośliwy los chciał mi dać ponurą nauczkę, ale wiem jedno – wywietrzały mi z głowy wszelkie romanse! Patrząc w ufne oczy czuwającego przy moim szpitalnym łóżku Jacka, poczułam, że kocham go najbardziej na świecie i nie chcę żadnego innego! Nawet jeśli czasem tak bardzo kusi mnie nieznane... 

Czytaj więcej