"Byłem zazdrosny o ojca mojej pasierbicy. Przecież to ja ją wychowywałem!"
Fot. Adobe Stock

"Byłem zazdrosny o ojca mojej pasierbicy. Przecież to ja ją wychowywałem!"

Gdy poznałem Zośkę, akurat się rozwiodła i została z maleńką córką. A teraz Krystian zjawił się po latach, jakby nigdy nic, i zaczął rościć sobie prawa do mojej Dominiki! Jeszcze bardziej mnie denerwowało, że ona go wprost uwielbiała. Zosia powtarzała, że przecież on jest ojcem małej i to dobrze, że się nią interesuje. Ale ja wiedziałem swoje... Karol  

To ja będę jutro, córeczko – Krystian pocałował Dominikę w czoło.
– Dobrze, tatusiu – uśmiechnęła się mała.
– Już jutro? Na pewno? – postanowiłem się wtrącić, bo szlag mnie trafiał z powodu tych jego codziennych wizyt.
– Tak, jutro – Krystian potwierdził bezczelnie.
– Jutro to ja miałem zabrać Domi na basen – upierałem się.
– To może tatuś pojedzie z nami? – wtrąciła się mała.
– O, widzisz? – podchwycił Krystian.
– Świetny pomysł!

Krystian działał mi na nerwy

Miałem ochotę udusić gada. Kiedy wyszedł, Dominika poszła się kąpać, a ja napadłem na Zośkę.
– Czy ty nie możesz z nim porozmawiać? – zacząłem się ciskać po kuchni. – On dezorganizuje nam życie!
– W jakim sensie? – zapytała.
– Przyłazi tu codziennie, mam tego dość!
– Karol, ale to jej ojciec... – przypomniała mi żona.
No właśnie, ojciec. Tym słowem zamykała mi usta. Nie tylko ona, ale i Dominika. Krystian był bowiem ojcem Domi, nie dało się zaprzeczyć. Tylko że to ja tak naprawdę ją wychowywałem, ja podcierałem pupę, kiedy była mała, ja biegałem z zabawkami po placu zabaw, ja pielęgnowałem, kiedy chorowała, pocieszałem, kiedy była smutna.
Gdy poznałem Zośkę, akurat się rozwiodła i została z maleńką Domi. Krystian, jej eks, wyjechał do Kanady, zresztą z tego powodu też ten rozwód nastąpił. Bo Zośka nie zamierzała nigdzie jechać, po prostu nie mogła. Miała starszych rodziców, chciała być na miejscu, tu wychowywać małą. Nie znała języka, bała się przeprowadzki na drugi koniec świata. Tu zamierzała budować życie swoje i córki. Krystian pojechał więc sam. Zdaniem Zośki, ona sama od razu miała przeczucie, że ten ich ślub po wpadce z Dominiką to bez sensu w ogóle był. Że nie kochali się wystarczająco, skoro jakaś głupia Kanada mogła okazać się gwoździem do trumny ich małżeństwa. Bałem się trochę tego związku, bo małe dziecko, bo może ojciec postanowi jednak być ojcem, wróci i wywróci mi życie do góry nogami, bo przekona byłą żonę, że jednak powinni zostać razem.
– To nieodpowiedzialny facet i nie chcę z nim być, koniec kropka. Nie kocham go, Karol, uwierz – uspokajała mnie Zosia.
No i zamieszkaliśmy razem, jakiś czas potem wzięliśmy ślub.
– Tylko powiedz, że tym razem nie masz złych przeczuć – śmiałem się.
– Tym razem nie. – Zośka kręciła głową. – Wiem na sto procent, że jestem z właściwym facetem.

Chciałem mieć Dominikę tylko dla siebie

Jakże kochałem tę kobietę! I jej małą córeczkę, która stanowiła wierną kopię swojej ślicznej matki. Na początku Krystian nie był problemem. Siedział w tej swojej Kanadzie i ograniczał się do słania pieniędzy oraz paczek z za małymi na Dominikę ciuszkami.
– On nawet pojęcia nie ma, jaka ona już duża! – zżymała się Zośka, a ja w duchu cieszyłem się, że palant daje plamę za plamą.
Jednocześnie miałem nadzieję, że facetowi w końcu w ogóle się znudzi. Chciałem mieć Dominikę tylko dla siebie. Być jej jedynym ojcem. Powiedziałem o tym nawet Zośce, ale nie zyskałem jej aplauzu.
– Przecież wiedziałeś, że ona ma tatę – powiedziała. – On jest z nią jednak związany, nie mogę udawać przed dzieckiem, że to nikt ważny. Zresztą interesuje się małą, chce się z nią kontaktować, nawet gdybym bardzo się starała, żeby zniknął z jej życia, są jeszcze sądy.
No tak, są. Tylko jaka to sprawiedliwość?
– Mała nawet nie wie, jak on wygląda – upierałem się.
– Ale może wkrótce się dowie.
– Jak to? On wraca? – przeraziłem się.
– Teraz nie, ale może kiedyś...
Na samą myśl o tym aż drżałem. Ale czas mijał, a Krystian się nie pojawiał. Wciąż jednak jakiś kontakt trzymał. Głównie w postaci tych paczek. Domagał się też, aby Zośka przesyłała mu zdjęcia córki, potem zaczął gadać z nią przez Skype’a, a ja złośliwie cieszyłem się, gdy Dominika nie mogła usiedzieć nawet pięciu minut przed komputerem. Ten obcy facet z ekranu monitora wcale ją nie interesował.
Ale kiedy zaczęła mówić, to do niego powiedziała „tato”. Mocno to przeżyłem, bo ja mogłem być tylko wujkiem.

Żona uspokajała, że ja też jestem ważny

– Nie bądź dziecinny, proszę – tłumaczyła mi Zośka, kiedy zwierzyłem się jej z moich uczuć. – Tata, wujek... Co to za różnica? Tylko nomenklatura. Przecież najważniejsze, że ona ciebie kocha, że traktuje jak kogoś najbliższego. Bo ty tu, a on tam. No, kochanie... – Wydęła słodkie usteczka, więc udałem, że skapitulowałem.
Choć w głębi duszy wciąż czułem dyskomfort. Wkrótce miałem cierpieć jeszcze bardziej. Bo Krystian zdecydował się na powrót do Polski.
– Co ty mówisz? Wraca? Jak to? Kiedy? – gorączkowałem się, gdy Zośka mi to zakomunikowała.
– Pod koniec miesiąca. Chcę go tu zaprosić na obiad, żeby poznał się z Dominiką.
– Tutaj? – Aż takiego koszmaru się nie spodziewałem.
– No a gdzie? Przecież ona jest mała i zna go tylko z rozmów przez komputer. Musimy mieć nad tym kontrolę, nie wiadomo, czy polubią się na żywo.
Boże, dla niej wszystko było takie proste! Wkurzyłem się i z całych sił zaklinałem niebiosa, żeby Domi z Krystianem się nie polubili.
Stało się jednak inaczej. Może dlatego, że Krystian okazał się roześmianym, zadowolonym z siebie i z życia dupkiem. Oczywiście przekupił Domi superprezentami, takimi, na których kupno mnie na przykład nie byłoby stać.
– Widzisz, polubili się – wyszeptała do mnie w kuchni rozradowana żona.
Zupełnie nie podzielałem jej entuzjazmu. Miałem za to ochotę udusić Krystiana gołymi rękami.
– Wujku, zobacz, jakie tatuś mi lalki dał! – piszczała Dominika, a ja robiłem dobrą minę do złej gry.
Tego jeszcze brakowało, żeby ten fircyk odgadł, jaki jestem zazdrosny. Na koniec wizyty miałem ochotę wybić mu te wybielone w Kanadzie zęby, bo podszedł do mnie, ścisnął za rękę i powiedział:
– Dzięki, stary, że tak dobrze opiekowałeś się moją córką.
– Opiekowałeś? – wściekłem się. – Czas przeszły jest tu cokolwiek nieodpowiedni, gdyż zamierzam się nią opiekować nadal.
– Ale wespół ze mną, prawda? – wycedził jakoś mniej przyjaźnie.
– Chłopaki! – Zośka przewróciła oczami.
Na szczęście Domi niczego nie zauważyła. Za to kiedy czytałem jej na dobranoc bajeczkę, przerwała mi z przejęciem.
– A tatuś ma niebieskie oczy. Jak ja.
Serce prawie mi pękło z żalu. Bo ja miałem brązowe. Znowu punkt dla cholernego Krystiana.

Nie dawałem sobie rady z zazdrością

Od czasu powrotu do Polski Krystian stał się częścią naszego życia. Przychodził z wizytami niemal codziennie, zasypywał małą prezentami, a ona aż jaśniała na jego widok. Słyszałem tylko to „tatusiu” i „tatusiu”, a jedynie od czasu do czasu „wujku”.
– Nie bądź zazdrosny, proszę – mitygowała mnie Zośka, kiedy użalałem się nad sytuacją. – Przecież ją kochasz, powinieneś się cieszyć, że jej prawdziwy ojciec nie zapomniał o niej. To takie ważne dla dziecka, a jak mi nie wierzysz, przeczytaj pierwszą lepszą książkę na ten temat, to się dowiesz. Skarbie, ja na przykład się cieszę.
– Że ma dwóch tatusiów? – prychnąłem. – Od nadmiaru głowa pęka.
– Nie w tym przypadku. Karol, błagam cię... Bo jeśli czyjaś głowa pęka, to moja. Bądź dorosły i ciesz się, że mała jest szczęśliwa.
– Przyjechał na gotowe – mruczałem. – Ciekawe, co by zrobił, gdyby musiał przewijać Dominikę, a ta, nie daj Boże, oblałaby mu ten jego śliczny garniturek.
– Proszę cię! – ucięła Zośka.
Ona prosiła, a ja się wściekałem. A już najbardziej wtedy, kiedy Krystian postanowił zabrać Domi na weekend. Tylko że nic nie mogłem zrobić. No, może poza pokazaniem mu, kto wie o jego dziecku najwięcej, z czego skwapliwie skorzystałem.
– To lista jej ulubionych dań. – Wręczyłem mu kartkę. – Sam wszystko spisałem. Tylko nie zapomnij robić jej inhalacji wieczorem, jest alergiczką, zatyka się jej nos w nocy, potem nie może spać.
– Co ja bym bez ciebie zrobił... – Krystian popatrzył na mnie z ukosa.
Czułem rozpierającą mnie radość, bo wyglądał na naprawdę wkurzonego. Czyżby jeden zero dla mnie?
– Krystian sobie poradzi – wtrąciła się nieoczekiwanie Zośka, a ja miałem uczucie, jakby mnie zdradziła.
Dominika z Krystianem wyszli, a ja opadłem na krzesło, zastanawiając się, jak przeżyję ten ich wyjazd.
– Mamy dom dla siebie! – zapiszczała Zośka i zaczęła seksownie kręcić przede mną tyłeczkiem. – No, kochanie, musimy to wykorzystać. Przecież od dnia ślubu nie mieliśmy wolnej chaty!
Trochę trudno mi było oddawać się cielesnym uciechom, bo moje myśli wciąż płynęły ku Dominice, która przebywała z tym draniem, ale jakoś dałem radę.
– Czy on na pewno sobie radzi? – W pewnym momencie zerwałem się z łóżka.
– Dokąd to?
– Muszę do niego zadzwonić!
– Do kogo? – Zośka przeciągnęła się na łóżku.
– Do Krystiana!
– Kochanie, ty masz obsesję! – wkurzyła się. – Zabraniam ci dzwonić.
– A jeśli coś jej zrobił?
– Co mógł jej zrobić? To jej ojciec, na litość boską! – uspokajała mnie żona.
No właśnie. To przecież z tym nie mogłem się pogodzić. Kiedy wrócili w niedzielę po południu, okazało się, że Dominika złapała katar. Triumfowałem.
– Widzisz, on nie umie opiekować się dzieckiem! – wykrzyknąłem.
– Przypominam ci, że jak zabrałeś ją na ryby, wróciła z zapaleniem płuc. Karol, natychmiast przestań!

Nie dawałem za wygraną

– Czy nie moglibyśmy z nim porozmawiać na temat jakiegoś harmonogramu spotkań? – zacząłem jakiś czas później temat. – Skoro Dominika jeździ ze mną, powtarzam: ze mną, na basen, on chyba nie musi ciągnąć się z nami. Przecież to mój dzień – nie dawałem za wygraną.
– Mówisz tak, jakby musiał istnieć jakiś podział – Zośka westchnęła ciężko. – Kochanie, to jego córka. Powtarzam: jego. On ma prawo do kontaktów z nią! – tłumaczyła mi cierpliwie Zosia.
– Dziękuję ci bardzo! – nastroszyłem się. – Myślałem, że jesteś po mojej stronie – wydąłem usta.
– Mam powoli dość – Zośka usiadła obok mnie. – Czy ty nie widzisz, że my ciągle sprzeczamy się o Krystiana? A ja nie chcę o nim rozmawiać! On jest dla mnie tylko ojcem mojej córki – pogładziła mnie czule po policzku.
– Właśnie...
– Ale nic na to nie poradzę! Nie odwrócę czasu! A ty przecież wiedziałeś, na co się piszesz. Miałam córkę, kiedy się poznaliśmy, przypominam ci… – Nagle w oczach Zośki błysnęły łzy i moja żona się rozpłakała.
Nieco mnie to zdetonowało, bo ona nie należała do rozklejających się.
– Kochanie, no co ty.... Nie płacz. – Przypadłem do niej.
– Mam tego dość! Cieszę się, że kochasz Dominikę, ale to się staje nie do zniesienia! Jeśli ona chce, żeby on też poszedł na ten cholerny basen, to się zgódź! A jak nie możesz go strawić, to pozwól im iść we dwoje!
– No dobrze, dobrze... Tylko już nie płacz... W ogóle to co się stało? Znałem cię jako herod babę – usiłowałem rozśmieszyć żonę, ale odniosłem odwrotny skutek.
To było naprawdę dziwne.

Przynajmniej raz na coś się przydał...

Następnego dnia nie poszedłem z nimi na ten cholerny basen. Chciałem, i to bardzo, ale Zośka jakoś tak żarliwie prosiła mnie, żebym został. No to zostałem...
– Musimy porozmawiać... – szepnęła.
Kiedy Dominika z Krystianem wyszli, wyjęła coś z kieszeni i machnęła mi przed nosem.
– Co to jest? – Wziąłem do ręki kawałek plastiku z jakimś zakreskowanym na niebiesko okienkiem.
– Test ciążowy. – Zośka uśmiechnęła się tajemniczo.
– A po co ci on? – zapytałem jak ostatni kretyn.
– Bo jestem płodną kobietą, która uprawia seks – naprowadzała mnie żona.
Po chwili wszystko do mnie dotarło. Na przykład skąd ten wczorajszy płacz. Hormony, wiadomo...
– Więc ty... – Spojrzałem na nią pytająco.
– Tak... Ja będę matką, a ty... ojcem. Jedynym i najprawdziwszym.
– Hurra! – Porwałem Zośkę na ręce.
– Uważaj! Niedobrze mi!
– Przepraszam...
– A, jeszcze jedno. – Żona popatrzyła na mnie znacząco. – Teraz powinieneś zmienić nastawienie do Krystiana. W końcu jesteś jego dłużnikiem.
– Dłużnikiem?
– A dzięki komu mieliśmy wolną chatę?
– Czyli to wtedy? – uśmiechnąłem się.
Przynajmniej raz na coś się przydał...

Czytaj więcej