„Uważam, że sprowadzenie na ten świat człowieka to szalenie odpowiedzialna decyzja i powinno się ją podejmować, tylko kiedy jest się jej absolutnie pewnym. Ja natomiast lubię swoje życie takim, jakie jest, i nie chcę go przewracać do góry nogami. Kiedy myślę o wymarzonej przyszłości, widzę siebie i Rafała, niepotrzebny nam do szczęścia nikt więcej. Niestety mój pomysł wielu osobom bardzo się nie podoba.” Julia, 35 lat
Długo zamierzasz tak kluczyć? Może warto powiedzieć twojej mamie, że jej oczekiwanie na wnuka jest daremne? – zapytał mnie Rafał, gdy wyszliśmy z mojego rodzinnego domu.
– Wiem, muszę z nią pogadać, ale jakoś nie mam odwagi – bąknęłam, a on pokiwał ze zrozumieniem głową.
Ta refleksja nachodziła mnie po każdej wizycie. Moja mama zawsze pytała, kiedy wreszcie zdecydujemy się z Rafałem na dzieci, a my wymijająco odpowiadaliśmy, że nie jesteśmy pewni, czy w ogóle chcemy mieć dzieci, a już na pewno nie teraz… Generalnie starałam się dawać mojej mamie delikatnie do zrozumienia, że nie zostanie babcią. Nie chciałam mówić jej tego wprost, bo obawiałam się, że źle to zniesie. Obrałam więc taktykę powolnego przygotowywania jej na te wieści. Myślałam, że z czasem, gdy zobaczy, że mi się nie spieszy, że nie wykazuję instynktu macierzyńskiego, przyzwyczai się do myśli, że mogę nie chcieć mieć dzieci. Niestety, nic na to nie wskazywało. Niemal przy każdej wizycie wspominała mi, że jej koleżanki bawią już wnuki, opowiadała o perypetiach młodych matek i wypytywała, kiedy ja i Rafał wreszcie się zdecydujemy.
– Wiesz, kochanie, ja nie chcę cię poganiać, ale coraz młodsza nie będziesz. Nie możesz odkładać macierzyństwa zbyt długo, bo obudzisz się z ręką w nocniku – powiedziała mi teraz.
– Może tak będzie lepiej – rzuciłam.
– No co też opowiadasz? I będziecie sami z Rafałem? To zupełnie bez sensu – obruszyła się.
Chciałam jej wyznać prawdę jakiś tysiąc razy, ale za każdym razem tchórzyłam.
O tym, że nie będziemy mieli dzieci, zadecydowaliśmy z Rafałem już dawno temu. Żadne z nas nigdy nie marzyło, by zostać rodzicem. Szczerze mówiąc, poczułam wielką ulgę, gdy mój ukochamy powiedział mi, że nie widzi się w roli ojca. Bałam się, że to będzie temat, który nas poróżni. Dlaczego nie chcę być matką? Sama nie wiem, po prostu nie czuję takiej potrzeby. Uwielbiam dzieci, jestem typem ulubionej ciotki. Mam dobry kontakt z dzieciakami koleżanek i kuzynki. To mi wystarczy. Uważam, że sprowadzenie na ten świat człowieka to szalenie odpowiedzialna decyzja i powinno się ją podejmować, tylko kiedy jest się jej absolutnie pewnym. Ja natomiast lubię swoje życie takim, jakie jest, i nie chcę go przewracać do góry nogami. Kiedy myślę o wymarzonej przyszłości, widzę siebie i Rafała, niepotrzebny nam do szczęścia nikt więcej. Kłopot w tym, że mój pomysł na życie jest dość kontrowersyjny. Zadziwiająco dużo osób reaguje na moją deklarację po prostu źle.
Kiedyś powiedziałam koleżance z pracy, że nie zamierzam mieć dzieci. Często rozmawiałyśmy z Klarą o prywatnych sprawach, miałam wrażenie, że naprawdę nieźle się dogadujemy.
– Rozumiem i współczuję, teraz wiele par boryka się z tym problemem – powiedziała zatroskana.
– Ale z jakim problemem?
– No z bezpłodnością. Julia, nie ma się czego wstydzić. Poza tym, kto wie, cuda się zdarzają, może jeszcze doczekacie się bobasa – dodała pocieszająco.
Zamurowało mnie.
– Nie jestem bezpłodna, po prostu nie chcę mieć dzieci, Rafał też. To nasza wspólna decyzja – wyklarowałam, a ona zrobiła wielkie oczy.
– Serio? Na twoim miejscu bym się jeszcze zastanowiła, bo za kilka lat dotrze do ciebie, że nie tworzycie PRAWDZIWEJ rodziny i nieszczęście gotowe – stwierdziła ni to ze współczuciem, ni to z pogardą.
Nie skomentowałam tego, bo nawet nie miałam pojęcia jak, ale poczułam się dotknięta do żywego. Od innej koleżanki usłyszałam, że spoko, to w sumie moja decyzja i prywatna sprawa, ale jednak trochę to egoistyczne podejście. Ręce mi opadły. Oczywiście nie wszyscy znajomi tak reagowali, lecz większość ludzi uważała, że małżeństwo powinno mieć dzieci, koniec kropka.
O ile opinie znajomych mnie irytowały, ale w sumie mogłam je zignorować, to obawiałam się, co powie moja mama. Czasem miałam wrażenie, że ona z utęsknieniem czeka na wnuki, które zapełnią jakąś pustkę. W takich chwilach naprawdę czułam się egoistką.
W końcu uznałam, że po prostu muszę jej powiedzieć. Nie mogę jej dłużej zwodzić. Pojechałam do niej sama, założyłam, że to będzie nasza intymna, babska rozmowa. Nie chciałam, by Rafał w tym uczestniczył.
– No mów, coś czuję, że masz mi coś ważnego do powiedzenia – zagaiła mama, gdy usiadłyśmy przy herbacie.
– To prawda, muszę ci coś powiedzieć i trochę się obawiam – westchnęłam i wzięłam głęboki oddech. – Mamo, wiem, jak bardzo czekasz na wnuki, ale muszę cię rozczarować. Ja i Rafał nie chcemy mieć dzieci i nie planujemy powiększać rodziny. Podjęliśmy tę decyzję już jakiś czas temu i jesteśmy jej pewni. Żadne z nas nie czuje powołania do rodzicielstwa, a sprowadzanie na świat niechcianego dziecka, by się przekonać, czy zmienimy zdanie, wydaje nam się okrutne – powiedziałam na jednym wdechu i widziałam, jak twarz mojej mamy nieco się zmienia.
Na dłuższą chwilę zapadła pełna napięcia cisza. W myślach układałam zdania tłumaczące moją decyzję, zastanawiając się, od czego by tu właściwie zacząć…
– Jesteście tego pewni? – zapytała z nieodgadnioną miną.
– Tak, mamo. Przykro mi, wiem, że liczyłaś na gromadkę wnuków, ale ja po prostu nie chcę być matką – odparłam.
– Rozumiem. No cóż… tak podejrzewałam od dłuższego czasu. Trochę się łudziłam, że się mylę, ale w głębi duszy wiedziałam. – Uśmiechnęła się. – Jeśli tak czujesz, to w porządku. Ja jakoś przełknę tę żabę. Najważniejsze, żebyś żyła tak, jak chcesz – dodała, a ja otworzyłam buzię, bo wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego.
– Dziękuję, mamo! Kocham cię – odpowiedziałam i rzuciłam jej się w ramiona. – Na pewno nie uważasz mnie za skończoną egoistkę? Nie będziesz rozpaczać? – upewniłam się, a ona się roześmiała.
– Nie, skarbie! Uważam, że to odpowiedzialna decyzja, w końcu to wasze życie. Wiesz, chciałam być babcią, uważałam, że to naturalna kolej rzeczy. Chyba nie miałam innego pomysłu na swoją emeryturę, ale wiesz co? Będę musiała coś wymyślić. Nie każda kobieta musi zostać matką i nie każda musi stać się babcią. Obie będziemy się realizowały inaczej – dodała.
Zaskoczyła mnie. Zrobiło mi się nawet głupio, że nie doceniłam swojej mamy. Zwierzałam się koleżankom, które mnie osądzały, a mama, której bałam się powiedzieć, zareagowała tak mądrze! Postanowiłam wtedy, że zrobię wszystko, by nie poczuła żadnego braku! Pomogłam jej poszukać sobie zajęcia, zabrałam do kina, do teatru, przekonałam do wyjazdu do sanatorium. Podziałało, bo w końcu zaczęła myśleć o sobie i o tym, co sprawia jej frajdę.
Od naszej rozmowy minęły dwa lata. Nie zmieniłam zdania. Żyjemy z Rafałem po swojemu i jest nam tak dobrze. Moja mama też nie narzeka, ma czas dla siebie i na realizację swoich pasji. Ostatnio nawet kogoś poznała, chodzi na randki i czerwieni się jak pensjonarka, gdy opowiada o jakimś Stanisławie. Patrzę na nią i widzę, że kwitnie. No cóż, jednym służą wnuki, innym Stanisław…