"Miałam siedemnaście lat, gdy moja mama zachorowała. W domu zaczęło brakować pieniędzy. Usiłowałam się gdzieś zatrudnić, ale byłam nieletnia. To wtedy przyjęłam propozycję pewnego mężczyzny. Mama chorowała przez rok. Nigdy nie dowiedziała się, skąd brałam pieniądze. Po jej śmierci rzuciłam to. Przeprowadziłam się do innego miasta. Znalazłam normalną pracę i zaczęłam studia zaoczne. Nikt nie wie, ile trudu mnie to kosztowało. A teraz rozpoznał mnie były klient..." Kinga, 28 lat
W firmie miałam opinię dobrego pracownika i nawet całkiem nieźle zarabiałam.
Liczono się z moim zdaniem, ponieważ byłam świetnym specjalistą w swojej dziedzinie. Pewnego dnia szefowa oznajmiła mi, że mam duże szanse na awans.
– Chciałabym, aby uczestniczyła pani w niektórych negocjacjach. Na razie będzie się pani przyglądać naszym partnerom i oceniać, czy opłaca nam się współpraca z nimi – powiedziała.
Byłam z siebie bardzo dumna. Tym bardziej że wszystko, co osiągnęłam, zawdzięczałam samej sobie...
– Ale ma pani nosa! Ja nawet nie podejrzewałam, że ten facet chce nam sprzedać niepełnowartościowe materiały – chwaliła mnie przełożona po pierwszej naradzie z moim udziałem.
Lecz pewnego dnia gruchnęła w firmie wiadomość:
Już od przyszłego miesiąca będziemy mieli nowego prezesa!
– Słyszałam, że jest przystojny i lubi młode, ładne blondynki – relacjonowała podekscytowana koleżanka z biura.
– Niemożliwe – stwierdziłam. – Przecież szefowa nic mi nie mówiła o swoim odejściu.
Jednak nowina sprawdziła się.
W firmie miały zajść poważne zmiany. Na temat nowego prezesa nikt nic konkretnego nie wiedział. Nawet była przełożona:
– Sama nie wiem, kto ma mnie zastąpić. To podobno ktoś z zarządu w Warszawie.
Od pierwszej chwili, kiedy zobaczyłam nowego prezesa, miałam wrażenie, że skądś go znam. Nie mogłam sobie przypomnieć skąd. „Może mi się wydaje”, zastanawiałam się.
Gdy nazajutrz przyszłam do pracy, sekretarka przekazała mi, że szef chce ze mną rozmawiać.
– Dzień dobry, jestem Kinga – przedstawiłam się po wejściu do gabinetu.
– Cześć, siadaj – rzucił, wygodnie rozsiadając się w fotelu.
„Czyżbym rzeczywiście już go gdzieś spotkała?”, pomyślałam.
– Słyszałem, że robisz tu niezłą karierę. Ponoć mam liczyć się z twoim zdaniem przy negocjacjach – uśmiechnął się ironicznie.
– Niedawno zaproponowano mi te obowiązki – odpowiedziałam.
– Coś takiego... – popatrzył na mnie jakoś dziwnie.
„O co mu chodzi?”, myślałam.
– Przepraszam bardzo, może się mylę, czy my się znamy? – postanowiłam to wyjaśnić.
– Czy się znamy?! – wykrzyknął i zaczął się głośno śmiać.
– Nie rozumiem – zaniepokoiłam się na dobre.
– Byłaś niezła. Kto by się spodziewał? Najlepsza w okolicy... Mam nadzieję, że nie straciłaś wprawy. Byłem twoim stałym klientem. Tego chyba nie zapomniałaś, prawda? – dotknął mojego kolana.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg... O Boże!
– Artur... – wyjąkałam tylko i uciekłam z gabinetu.
Nie widziałam go dziesięć lat. Wydaje się, że to wieki temu... Tym bardziej że sposób, w jaki wtedy żyłam, należał już do odległej przeszłości...
Miałam siedemnaście lat, gdy moja mama zachorowała. Musiała przerwać pracę. Nie miałyśmy nikogo prócz siebie... Leczenie kosztowało bardzo dużo. Niektóre leki trzeba było sprowadzać zza granicy. A w domu zaczęło brakować pieniędzy. Usiłowałam się gdzieś zatrudnić, ale nie było to proste:
– Nieletnich nie zatrudniamy – słyszałam wszędzie.
Zrozpaczona przypadkiem spotkałam pewnego znajomego, którego poznałam u koleżanki.
– Jeśli chcesz, mogę ci pomóc... Praca jest lekka i łatwa, o metrykę nikt nie pyta...
Najpierw nie chciałam się zgodzić. Jednak gdy zabrakło na chleb, zadzwoniłam do niego...
Mama chorowała przez rok. Potem umarła. Nigdy nie dowiedziała się, skąd brałam pieniądze. Myślała, że pracuję jako kelnerka.
Przeprowadziłam się do innego miasta. Znalazłam normalną pracę i zaczęłam studia zaoczne. Nikt nie wie, ile trudu mnie to kosztowało. A teraz, gdy wszystko układa się tak dobrze, przeszłość powróciła. „Co robić? Nigdy się od tego nie uwolnię?”, zastanawiałam się. „Na pozostanie w firmie nie mam co liczyć. Artur nie będzie traktował mnie poważnie. Może nawet rozgłosi to wszystkim”, myślałam z przerażeniem.
Postanowiłam jednak przyjść na drugi dzień do pracy. Znów wezwał mnie do siebie.
– Może kieliszeczek koniaku? – zagadnął z uśmiechem.
– Dziękuję, nie piję w pracy. Chciałabym porozmawiać o tej nowej transakcji. Ta firma...
– Słuchaj, złotko – przerwał mi – jesteś zwykłą dziwką. Nie wezwałem cię tu po to, żeby słuchać twoich głupich rad.
Po tych słowach złapał mnie za ramię i przyciągnął do siebie.
– No chodź, chcę wiedzieć, czy jesteś tak samo dobra, jak kiedyś – wpił wargi w moją szyję.
– Jeżeli natychmiast mnie nie puścisz, narobię krzyku, powiem, że chciałeś mnie zgwałcić – próbowałam się ratować.
– A ja wszystkich oświecę, z kim pracują. Zamknij się już!
Na chwilę zwolnił uścisk i zdołałam się wyrwać. Szybko poszłam do toalety. Doprowadziłam fryzurę i makijaż do porządku. Nikt nic nie zauważył.
Czułam się jak zaszczute zwierzę. Strasznie się bałam, że rzeczywiście opowie wszystkim o mojej przeszłości. Postanowiłam więc szukać innej pracy. Zadzwoniłam do byłej szefowej. Okazało się, że przeszła do konkurencyjnej firmy.
– Szukasz pracy? – szczerze się ucieszyła. – Potrzebujemy tu kogoś takiego jak ty.
Mogłam zacząć za tydzień.
Kamień spadł mi z serca. Pozostało tylko wyrównać rachunki z szefem. Na okazję nie musiałam długo czekać.
– Dziewczyny, zobaczcie, jaką szef ma żonę! – usłyszałam następnego dnia i od razu wpadłam na pewien pomysł.
Wyjrzałam przez okno. Na parkingu Artur rozmawiał z jakąś wysoką blondynką.
Zbiegłam szybko po schodach. Już mieli wsiadać do samochodu, gdy pojawiłam się obok nich.
– Och, przepraszam, że przeszkadzam, misiaczku – zwróciłam się do Artura, obejmując go za szyję. – Chciałam się tylko upewnić, czy ta romantyczna kolacja połączona ze śniadaniem jest nadal aktualna. Mam ubrać tę sukienkę, którą najbardziej lubisz, tę czerwoną z dekoltem?
Nie dokończyłam, bo żona szefa zaczęła domagać się wyjaśnień. Wybuchła między nimi straszna kłótnia...
– Znów to samo! – usłyszałam. – Ty cholerny kłamco! Mam już dość ciebie i twoich panienek! Nie myśl, że ujdzie ci to płazem! – krzyczała wściekła.
Nie czekałam na ciąg dalszy.
Spokojnie odeszłam. Ale czy na dobre pożegnałam przeszłość? Ile razy jeszcze do mnie wróci?