"Tak naprawdę kochałam tylko raz. To były jeszcze czasy komuny. Mój ukochany był idealistą, chciał walczyć o wolność. Najpierw myślałam, że on tylko bawił się w wywrotowca. Ale w tamtych czasach nic nie było tylko zabawą. Zamknęli go. Bałam się. Wyobrażałam sobie najgorsze. I wtedy właśnie dowiedziałam się, że jestem w ciąży.. Tata, choć był tylko tzw. krawężnikiem, poruszył niebo i ziemię, by uwolnić mojego ukochanego..." Anna, 67 lat
Poznałam go na klasowej prywatce i od razu zawrócił mi w głowie. Miałam osiemnaście lat, on był rok starszy. Nie wiem, co urzekło mnie najbardziej – długie włosy, łobuzerski uśmiech czy sposób, w jaki na mnie patrzył. W połowie imprezy zabrał mnie na dwór, objął i podniósł oczy na rozgwieżdżone niebo.
– Widzisz to? Te gwiazdy świecą dziś tylko dla nas...
– Każdej tak mówisz? – Parsknęłam śmiechem.
– Nie – odparł poważnie. – Tylko najpiękniejszym dziewczynom, które zamierzam pocałować.
Podobało mi się w nim wszystko – to, że cytował wiersze na wyrywki, że sam uczył się angielskiego z kaset, że zabierał mnie nad jezioro swoim motocyklem i że grał w rockowej kapeli. A najbardziej imponowało mi to, że zainteresował się taką szarą myszą jak ja. Rodzice szybko zauważyli, że cała jestem w skowronkach. Mama śmiała się, że mam to wypisane na twarzy, a tata milicjant podszedł do sprawy praktycznie.
– Kto to jest?
– Tato, proszę... – Wywróciłam oczami. – Zdał na polibudę, jego tata pracuje w stoczni, mama prowadzi dom – wyrecytowałam. – Potrzebujesz rozmiar buta?
– Córuś, wiesz, o co chodzi. Martwię się, że to jakiś element. – Podrapał się po głowie. – No więc?
– Daj spokój. – Mama objęła go w pasie i mrugnęła do mnie. – Żaden z ciebie 07, jesteś zwykłym krawężnikiem, zapomniałeś? – Często naśmiewała się z taty, a on znosił to z godnością.
Marzyłam, by kiedyś stworzyć takie małżeństwo jak związek moich rodziców. Mirek wydawał się idealnym kandydatem. Tata spojrzał na mnie, robiąc groźną minę.
– Tylko żeby cię w nic nie wpakował! Chłopcy z długimi włosami są niebezpieczni!
– Skąd wiesz, że ma długie włosy? – Aż mnie zatkało.
– Ha! – zaśmiał się tryumfalnie. – Krawężnik, tak?
To były oczywiście żarty. Tata, choć pracował w milicji, był najłagodniejszym człowiekiem, jakiego znałam.
Mirek natomiast był idealistą, chciał walczyć z komuną, w dodatku wszystkiemu oddawał się w stu procentach, gardził kompromisami, prowokował.
Wierzyłam, że Mirka odwaga jest w stanie zmienić świat. Bez wahania szłam z nim rozklejać ulotki. Razem skandowaliśmy wywrotowe hasła na garażowych koncertach i choć grał hałaśliwą muzykę, z której niewiele rozumiałam, a ulotek, które roznosiłam, nawet nie czytałam, byłam w stanie rzucić się za nim w ogień. Tak bardzo go kochałam.
Wakacje, które zaważyły na moim życiu, były naprawdę upalne. Od dawna już planowaliśmy, że pojedziemy pod namioty. Plecaki spakowane, konserwy kupione, śpiwory uszyte. Tylko tata marudził.
– Masz dopiero osiemnaście lat – przypomniał.
– No właśnie! – Jakoś nie miałam ochoty na żarty.
Przy Mirku ojciec wydawał mi się jedynie bezmyślnym sługą reżimu.
To były dwa miesiące miłości. Nie wiedziałam wtedy, że będą musiały mi starczyć na całe życie. Kochaliśmy się codziennie. Siedzieliśmy przy ognisku na plaży otuleni jedynie kocami, przy akompaniamencie buczących komarów planowaliśmy wspólną przyszłość, piliśmy alkohol i kłóciliśmy się o rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia. Ale do dziś pamiętam każdą chwilę tych letnich miesięcy.
Po powrocie, wciąż zakochana po uszy, poszłam do klasy maturalnej, a Mirek, ku mojemu zdumieniu, rzucił studia i zatrudnił się w stoczni.
– Nie będę siedzieć nad książkami, coś zmienić można jedynie wśród robotników – wyjaśnił enigmatycznie.
Wiedziałam, że myśli o swoim ojcu, o strajku, o którym mówiło się od jakiegoś czasu. Byłam jednak naiwna, sądząc, że to tylko romantyczny idealizm. Został aresztowany któregoś wieczora. Najpierw myślałam, że szybko go wypuszczą – przecież on tylko bawił się w wywrotowca. Ale w tamtych czasach nic nie było tylko zabawą. Bałam się powiedzieć rodzicom. Bałam się o niego. Wyobrażałam sobie najgorsze. I wtedy właśnie dowiedziałam się, że jestem w ciąży.
Byłam skołowana. Z jednej strony – przerażenie. Co ze szkołą? Jak zareagują rodzice? A z drugiej... to dziecko Mirka. Nosiłam pod sercem dowód naszej wielkiej miłości!
Mijały tygodnie i miesiące. Mirek wciąż siedział, a mój brzuch coraz trudniej było ukryć. W końcu postanowiłam powiedzieć rodzicom. Postawiłam sprawę jasno – urodzę to dziecko i będę je wychowywać. Mama nie kryła wściekłości. Krzyczała i płakała. Tata milczał, jakbym go bardzo rozczarowała.
– Rzucił cię? – odezwała się w końcu mama. – Wydawał się porządny.
Powiedziałam im prawdę.
– Tato, a gdybyś popytał? – poprosiłam nieśmiało.
– Jestem tylko krawężnikiem – mruknął. – Mówiłem, żebyś uważała...
– Daj spokój! – Mama energicznie zgasiła papierosa. – Chodzi o twojego wnuka!
Tata popatrzył na mnie smutno. Nic nie powiedział.
Nie wiem, co stało się później. Tata nigdy nie wracał do tematu. To mama mi powiedziała, że poruszył niebo i ziemię, by uwolnić Mirka. Nie czuł się z tym dobrze – to nie było w jego stylu. Ale zrobił to dla mnie, był najukochańszym tatą pod słońcem. Nie przewidział tylko jednego... Gdy po wielu miesiącach Mirek odzyskał wolność, czekałam na niego, ale on nie przyszedł do mnie. Nie pojawił się też w pracy. To od znajomych dowiedziałam się, że zaraz po wyjściu wyjechał za granicę. To była podróż w jedną stronę. Chłopak przepadł jak kamień w wodę.
Mirka urodziła się zdrowa i śliczna. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest podobna do swojego ojca. Była moim największym skarbem. Tylko dzięki niej przetrwałam ten straszny czas. Zaczęłam pracę w biurze. Życie potoczyło się własnym torem, ale ja nigdy nie przyznałam się na głos, że czekam na Mirka. Nawet gdy wyszłam za mąż, gdy się rozwiodłam, gdy zmarł mój tata – wciąż wierzyłam, że ta historia będzie miała dobre zakończenie.
To było rok temu. Moja córka zabrała mnie nad morze.
– Dzień dobry! – usłyszałam i stanęłam jak wryta. – Ania?
– Mirek? – Myślałam, że z wrażenia zemdleję.
Od razu go poznałam. Wyglądał wspaniale. Choć z dawnego buntownika zostało niewiele. Teraz był zamożnym biznesmenem.
– Boże, ile to lat? Co u ciebie?
– Ja... – bąknęłam speszona.
– Przyjechałem tu na weekend – ciągnął Mirek. – O, a to moja żona i chłopaki! Uwierzysz, że jestem już dziadkiem? – Zaśmiał się.
Spojrzałam na atrakcyjną, zadbaną kobietę opartą na ramieniu młodego mężczyzny. Przed nimi biegł chłopiec. Coś ścisnęło mi gardło.
– To moja córka – wydusiłam, gdy podeszła do nas Mirka.
– Bardzo mi miło. – Uśmiechnął się do niej. – Słuchaj, Aniu, zdzwonimy się kiedyś? To moja wizytówka. Wspaniale było cię znów zobaczyć! – Pomachał mi.
Stałam na plaży, czując na plecach dłoń Mirki. Spojrzałam na wizytówkę. Był architektem w Berlinie.
– Kto to? – usłyszałam.
– Nikt... Stary znajomy – udałam obojętność, ale do oczu napłynęły mi łzy.