Owoce prosto z krzaka, lody na patyku, zapach rozgrzanego piasku. Wspomnienia z młodych lat dają spokój i siłę. Korzystaj z tego.
Lato przenosi nas do krainy dzieciństwa. Parująca ziemia po burzy, rozgnieciony pomidor, miska jagód na parapecie. Wystarczy, żeby na sekundę znaleźć się znowu w ogrodzie babci, bosa, z policzkiem umazanym sokiem z malin. Psycholodzy od lat sprawdzają, co dzieje się wtedy w głowie. Okazuje się, że te krótkie powroty do lat dzieciństwa mają wymierną wartość dla dobrostanu. Można je traktować jak narzędzie, po które warto sięgać świadomie.
Comfort food zawsze smakuje wyjątkowo, choć zazwyczaj to bardzo proste jedzenie: pomidorowa, kotlet mielony, leniwe, kisiel. Ich siłę buduje to, z kim się je jadło. Jordan Troisi i Shira Gabriel opisali znajome potrawy jako rodzaj zastępczego kontaktu z bliskimi, jedzenie, które przypomina o związanych z nim osobach. Pierwsze wyniki sugerowały, że taki posiłek łagodzi poczucie osamotnienia, choć późniejsze próby powtórzenia eksperymentu nie zawsze to potwierdzały. Sam mechanizm pozostaje przekonujący. Ten sam trop tłumaczy, dlaczego domowy rosół w chorobie koi mocniej niż lek na gorączkę, przywołuje wspomnienie opieki, której doświadczałaś jako mała dziewczynka.
Najlepiej smakują potrawy gotowane razem. Zaproś np. przyjaciółkę z dziećmi i zrób z nimi konfitury z wiśni. Dziecko, które drylowało owoce przy tobie, za 40 lat poczuje to lato, ilekroć otworzy słoik, nawet jeśli kupiło go w markecie. Twoje wspomnienie staje się też jego wspomnieniem, a więź zyska wspólny zapach i smak.
Młode ziemniaki z koperkiem i zsiadłym mlekiem, mizeria, chłodnik, kompot z wiśni czy chleb ze śmietaną i cukrem. Dla dziecka były to kiedyś smaki wolności, jadane między jedną zabawą a drugą. Przekąska? Często była wprost z ogrodu. Te najprostsze potrawy zwykle wygrywają z wymyślnymi, bo niosą coś, czego nie da się kupić, kawałek tamtych wakacji. Wracają w sierpniu mocniej niż kiedykolwiek, bo wokół znów pachnie nagrzaną ziemią i dojrzewającymi owocami, a ciało rozpoznaje ten sezon, zanim zdążysz pomyśleć.
Rachel Herz z Brown University od ponad 20 lat bada, dlaczego zapachy uruchamiają wspomnienia inaczej niż dźwięki czy obraz. Okazuje się, że wspomnienia wywołane zapachem dają mocniejsze poczucie cofnięcia w czasie. Woń świeżo skoszonej trawy potrafi przywołać całe lato sprzed 40 lat szybciej i mocniej niż najlepsza fotografia. Latem takich tropów jest najwięcej i działają najsilniej. Ciepło sprawia, że rośliny, ziemia i owoce uwalniają więcej lotnych cząsteczek, więc zapach niesie się dalej i wyraźniej. Do tego wakacje zostawiają w pamięci wyjątkowo gęsty ślad, bo dni były długie, wolne i pełne pierwszych razów, pierwsza wyprawa nad jezioro, pierwszy obóz, pierwsza miłość na kolonii. Mózg najmocniej utrwala to, co nowe i nasycone emocjami, dlatego letnie sceny z dzieciństwa wracają potem przez całe życie z wyjątkową ostrością.
Melodia „Lata z Radiem”, czyli „Polka Dziadek”, jest dla wielu pokoleń dźwiękiem dzieciństwa, wakacji. Przywołaj ją...
Przez stulecia nostalgię uważano za chorobę, coś między melancholią a tęsknotą, coś, co trzeba leczyć. Constantine Sedikides i Tim Wildschut z University of Southampton odwrócili ten obraz. W kolejnych badaniach pokazali, że nostalgia działa jak zasób, z którego czerpiemy w trudniejszych chwilach. Wzmacnia poczucie bliskości z innymi, podnosi optymizm i poczucie sensu, a także to, co badacze nazywają ciągłością siebie, czyli przekonanie, że jesteś tą samą osobą, co dziewczynka przed laty, zakopująca w ziemi „widoczki” pod kawałkiem szkła. Co ciekawe, nostalgię często budzi samotność, a sama nostalgia tę samotność łagodzi. Dlatego świadome przywoływanie dobrych scen z przeszłości bywa polecane jako prosta praktyka na lepszy nastrój, zwłaszcza w okresach zmian, momentów granicznych, gdy grunt usuwa się spod nóg.
Dorosłość odbiera nam zgodę na zajęcia bez celu, a to one regenerują najmocniej. Wianek upleciony z maków i chabrów, zawieszone na uszach „kolczyki” z wiśni, korale z jarzębiny, liść łopianu zamiast parasola – kiedyś naturalnie wracało to samo, dziś trzeba sobie te wspomnienia i rzeczy odtworzyć. Wybierz na najbliższe 4 tygodnie jeden rytuał na tydzień. W któryś sierpniowy weekend upiecz drożdżowe z jagodami według przepisu babci, nie z internetu. Chodź boso po nagrzanych kamieniach. Narwij ziół na łące i ususz je w pęczkach pod sufitem. Wieczorem usiądź na progu i posłuchaj świerszczy – tak jak przed laty. Nie potrzebujesz planu, wystarczy, że dasz sobie na to godzinę.
Raz w tygodniu do końca wakacji wychodź na 30 minut po to, żeby… wąchać. Zatrzymuj się przy lipie, rozcieraj w palcach liść mięty, pochyl się nad nagrzaną ziemią. Przy każdym zapachu rób wdech i czekaj, jaki obraz się pojawi. Niczego nie wymuszaj, wspomnienia przychodzą same. Po powrocie zapisuj w zeszycie trzy zapachy, które dziś coś otworzyły. Pod koniec sierpnia – masz gotową, własną mapę zapachów.