Nie trzeba wywracać życia do góry nogami, by poczuć zmianę. Czasem wystarczy kilka świadomych decyzji, które pomagają odzyskać sprawczość i przestać stawiać siebie na ostatnim miejscu.
„Jeszcze nie teraz”, „najpierw dzieci”, „jak skończę projekt”, „kiedy będzie spokojniej”. Brzmi znajomo? Wiele z nas spędziło lata, stawiając na pierwszym miejscu potrzeby innych – rodziny, pracy, rodziców czy partnera. Własne marzenia i potrzeby trafiały na koniec listy. Z czasem ta lista po prostu przestała istnieć.
Większość z nas wychowały kobiety z pokolenia, które uczyło, że dobra kobieta jest opiekuńcza, wytrzymała i niewymagająca. Że najpierw trzeba zadbać o innych, a dopiero później o siebie. Nic dziwnego, że wiele z nas do dziś uważa proszenie o pomoc za oznakę słabości. Wolimy radzić sobie same, nawet wtedy, gdy jesteśmy u kresu sił. Pracujemy na dwóch etatach, przejmujemy kolejne obowiązki i wieczorem padamy ze zmęczenia.
Problem w tym, że ciało i psychika mają swoje granice. Kiedy przez długi czas ignorujemy własne potrzeby, prędzej czy później pojawiają się sygnały ostrzegawcze – rozdrażnienie, przewlekłe zmęczenie, poczucie pustki, a czasem także depresja czy choroby psychosomatyczne. Nie chodzi o straszenie. Raczej o zatrzymanie się na chwilę i uczciwe sprawdzenie, czy przypadkiem sama nie idziesz tą drogą.
Zastanów się, czy:
Jeśli przynajmniej dwa punkty brzmią znajomo, potraktuj to jako sygnał, że warto coś zmienić. Od czego zacząć?
Nie da się zadbać o coś, czego nie dostrzegamy. Weź kartkę i odpowiedz na trzy pytania.
Być może marzysz o kursie, zmianie pracy, podróży, zadbaniu o zdrowie albo powrocie do dawnej pasji. Może potrzebujesz po prostu ciszy, odpoczynku albo rozmowy, podczas której ktoś naprawdę cię wysłucha. Te odpowiedzi staną się mapą, która pomoże ci wrócić do siebie.
Poświęcenie bywa piękne, ale życie w nieustannym poświęceniu nie jest cnotą. Jest zaniedbywaniem siebie. Twoje dzieci są już dorosłe. Partner potrafi przejąć część obowiązków. Współpracownicy również mają swoje kompetencje. Zadaj sobie pytanie: czy naprawdę wszystko zależy ode mnie? A może tylko przez lata przywykłam tak myśleć?
Być może brałaś na siebie coraz więcej, bo dzięki temu czułaś się potrzebna. Pamiętaj jednak, że poczucie bycia potrzebną nie może być jedynym źródłem własnej wartości. Oddaj innym odpowiedzialność za ich sprawy. To nie egoizm. To dojrzałość.
Nie musisz rzucać pracy ani wyjeżdżać w Bieszczady. Choć weekend blisko natury na pewno nikomu nie zaszkodzi. Na początek wystarczy kilka prostych zmian.
Poczucie sprawczości buduje się z drobnych sukcesów. Każda decyzja podjęta z myślą o sobie oswaja zmianę. To właśnie małe kroki najczęściej prowadzą do największych zmian.
Najtrudniejsza bywa obawa przed oceną. Kiedy zaczniesz odmawiać, możesz usłyszeć: „Zmieniłaś się”, „Przesadzasz”. I bardzo możliwe, że to prawda. Zmieniłaś się, bo dojrzałaś. Nie musisz już nikomu udowadniać swojej wartości. Masz prawo decydować o swoim czasie, energii i granicach. Pamiętaj, że poczucie winy nie zawsze oznacza, że robisz coś niewłaściwego. Bardzo często jest jedynie znakiem, że wychodzisz z dobrze znanego schematu.
Wyobraź sobie swoje życie za pięć lat, jeśli nic się nie zmieni. Czy właśnie tak chcesz żyć? To pytanie potrafi być bardziej motywujące niż najlepszy poradnik. Pomyśl, gdzie chciałabyś być emocjonalnie, zawodowo i zdrowotnie. Następnie wybierz jeden konkretny krok, który przybliży cię do tego miejsca. Może będzie to nowy kurs. Może podróż. Może zmiana pracy, zadbanie o zdrowie albo zakończenie relacji, która od dawna ci nie służy. A może po prostu zwolnienie tempa i pozwolenie sobie na spokojniejsze życie. Nie musisz zmieniać wszystkiego naraz. Wystarczy jeden krok. Bo czas i tak upłynie. Pytanie tylko, czy za pięć lat podziękujesz sobie za odwagę, czy znów pomyślisz: „Szkoda, że nie spróbowałam”.