Chcesz wspierać dorosłe dziecko, ale coraz bardziej cię to męczy? Pamiętaj: pomaganie nie musi oznaczać ratowania. Czasem największym wsparciem są dobrze postawione granice.
Dla wielu kobiet rola mamy nie kończy się wtedy, gdy dzieci dorastają. Nadal chcemy pomagać, wspierać, doradzać i chronić przed trudnościami. Problem pojawia się wtedy, gdy pomoc staje się obowiązkiem, a my powoli zaczynamy żyć cudzymi problemami bardziej niż własnym życiem. Telefon z kolejnym kryzysem wywołuje napięcie, poczucie winy i natychmiastową gotowość do działania. Tymczasem psychologowie podkreślają, że dorosłe dzieci najbardziej potrzebują nie mamy -ratowniczki, lecz mamy, która wierzy w ich samodzielność. Pomagać warto, ale tak, by nie odbierać drugiej osobie odpowiedzialności za własne decyzje i życie.
Wiele z nas wychowano w przekonaniu, że dobra matka zawsze pomaga. Dlatego trudno odmówić, gdy dorosłe dziecko po raz kolejny prosi o pieniądze, rozwiązanie problemu albo natychmiastową interwencję. Tymczasem istnieje ogromna różnica między pomocą a ratowaniem. Pomoc daje wsparcie, ale zostawia drugiej osobie odpowiedzialność. Ratowanie sprawia, że to ty przejmujesz ciężar problemu. Dlatego jeśli po rozmowie z dzieckiem czujesz napięcie, bezsilność albo poczucie, że „wszystko jest na twojej głowie”, warto się zatrzymać.
Rodzicom trudno patrzeć, jak dziecko doświadcza przykrych konsekwencji własnych decyzji. Naturalnym odruchem jest chęć ochrony przed bólem, stresem czy rozczarowaniem. Jednak psychologowie podkreślają, że to właśnie trudności uczą dorosłości. Człowiek buduje odporność psychiczną wtedy, gdy sam szuka rozwiązań, popełnia błędy i wyciąga wnioski. Jeśli za każdym razem przejmujesz stery, dziecko może zacząć wierzyć, że bez ciebie sobie nie poradzi.
Wiele z nas stawia granice bliskim dopiero wtedy, gdy jesteśmy skrajnie zmęczone. I zwykle robimy to w dość nieprzyjemny sposób, np. pełen pretensji. Później niestety pojawia się poczucie winy: „Jestem złą matką?”, „Powinnam bardziej pomóc”. Warto pamiętać, że granice nie są oznaką egoizmu. Są oznaką zdrowej relacji. Dzięki nim pomoc wynika z dobrej woli, a nie z przymusu i lęku. Warto je stawiać zawsze, nie tylko gdy jesteśmy pod ścianą. Pamiętaj! Dorosłe dziecko nie potrzebuje matki, która poświęca siebie kosztem własnego zdrowia i spokoju.
Czasem trudno powstrzymać się od dawania rad i serwowania gotowych rozwiązań. Chcemy przecież pomóc jak najlepiej. Jesteśmy do tego przyzwyczajone! Przez całe lata pełniłyśmy przecież w domu funkcję „centrum dowodzenia” całej rodziny. Tymczasem takie ciągłe podpowiadanie może nieświadomie odbierać drugiej osobie poczucie sprawczości. Zamiast samodzielnie szukać wyjścia z sytuacji, dziecko zaczyna oczekiwać, że mama zawsze znajdzie rozwiązanie, podpowie, ogarnie.
Czasem trudno powstrzymać się od dawania rad i serwowania gotowych rozwiązań. Chcemy przecież pomóc jak najlepiej. Jesteśmy do tego przyzwyczajone! Przez całe lata pełniłyśmy przecież w domu funkcję „centrum dowodzenia” całej rodziny. Tymczasem takie ciągłe podpowiadanie może nieświadomie odbierać drugiej osobie poczucie sprawczości. Zamiast samodzielnie szukać wyjścia z sytuacji, dziecko zaczyna oczekiwać, że mama zawsze znajdzie rozwiązanie, podpowie, ogarnie.
Niektóre mamy tak bardzo skupiają się na problemach dorosłych dzieci, że stopniowo odkładają własne potrzeby na bok. Rezygnują z odpoczynku, relacji, przyjemności i planów. Tymczasem, gdy dzieci są już dorosłe, szczególnie ważne jest odzyskanie przestrzeni dla siebie. To czas, w którym możesz wrócić do własnych pasji, marzeń i spokojniejszego rytmu życia. Dobra relacja z dzieckiem nie wymaga całkowitego poświęcenia siebie. Absolutnie! Dlatego zadbaj o własny świat – spotkania, hobby, ruch, odpoczynek. Nie rezygnuj też ze swoich planów za każdym razem, gdy pojawia się cudzy problem. Dlaczego miałabyś to robić? Ty też jesteś ważna!