Szorstkie krostki, jak gęsia skórka, to taka… niechciana pamiątka po ubogiej pielęgnacji i diecie. Tak z nimi wygrasz!
Pojawiają się na ramionach, udach, pośladkach. Zwykle nie swędzą, ale są niemiłe w dotyku. To rogowacenie okołomieszkowe, gdy naskórek nie złuszcza się, a zalega. Przyczyny to brak wilgoci w powietrzu, mało witaminy A i C na talerzu. A może po prostu zapomniałaś o balsamie?
Podstawa to nawilżanie i złuszczanie. Balsam lub masło mają być bardziej treściwe, ze składnikami, które zmiękczają naskórek i przywracają mu gładkość, np. ceramidami, mocznikiem, trehalozę. Najlepiej wmasować je w ciągu 5 minut po myciu. Plus delikatny peeling drobnoziarnisty, cukrowy, bez tarcia i podrażniania skóry. Czasem sprawdzą się żele myjące pod prysznic. To kuracja light.
Gdy łagodna kuracja nie pomogła, czas na specjalne kosmetyki – balsamy (np. Cetaphil, Cerave), peelingi, żele do mycia z kwasami złuszczającymi, np. salicylowym. Mogą mieć w nazwie słowa keratosis pilaris, czyli łacińską nazwę rogowacenia (np. seria Australian Bodycare). Zalecane są też ciepłe okłady np. z siemienia lnianego, prawoślazu. Przygotowaną z nich papkę przykłada się na ok. 15 min pod folią.
A dobra wiadomość jest taka, że krostki znikną latem. Słońce, zawsze pod kontrolą, działa jak naturalny złuszczacz.